- Trochę wstyd, że nie było nikogo z PiS-u. Ja bije się w piersi. Wtedy kiedy były uroczystości w Sejmie akurat rozdawałem swoje gazety przed Halą Mirowską - przyznał w TOK FM poseł Prawa i Sprawiedliwości Paweł Poncyliusz.
- Jeżeli ktoś poczuł się urażony to przepraszam. To nie był żaden bojkot. Po prostu całkowicie zmienił mi się grafik. Głupio byłoby gdybym zakomunikował swoim współpracownikom, że idę do Sejmu i żeby sami rozdawali ulotki - tłumaczył się poseł.
Poncyliusz zapewnia, że wybory 4 czerwca 1989 roku to dla niego ważna data.
- Miałem wtedy 20 lat - byłem harcerzem w krótkich majtkach. Wieczorem wróciłem z biwaku i poszedłem głosować. Miałem gęsią skórkę kiedy oddawałem głos i świadomość, że coś się zmienia - choć jeszcze nie byłem tak świadomy politycznie jak teraz - wspominał.
PiS musi rozmawiać spokojniej
Paweł Poncyliusz - według przedwyborczych sondaży - powinien znaleźć się wśród nowych eurodeputowanych. Razem z Michałem Kamińskim jest wśród dwóch kandydatów PiS-u, którzy mogą w Warszawie wywalczyć mandaty dla partii Jarosława Kaczyńskiego. Ale sondaż opublikowany w "Gazecie Wyborczej" pokazuje, że Prawo i Sprawiedliwość zdecydowanie przegrywa z PO. Platformę popiera 60-proc. wyborców, a PiS 23-proc.
- My dzisiaj nie mamy dobrego kontaktu z wyborcami z dużych miast. Powinniśmy rozmawiać z nimi bardziej spokojnie. Naszą szansą w dużych miastach jest tonowanie emocji - ocenił Poncyliusz.