Kilka dni po katastrofie francuskiego Airbusa A330 nie ustają spekulacje, co mogło być przyczyną tragedii. To może być jedynie zbieg okoliczności, jednak amerykański serwis "Huffington Post" przypomina dziś doniesienia argentyńskich mediów sprzed kilku dni.
Był fałszywy alarm 27 maja argentyński serwis Momento 24 poinformował o telefonicznych pogróżkach, jakie odebrało biuro Air France. Niedoszły zamachowiec twierdził, że na pokładzie samolotu udającego się do Paryża z lotniska Ezeiza w Buenos Aires została podłożona bomba.
Alarm okazał się fałszywy. Policja i strażacy przeszukali samolot, jednak na jego pokładzie nie znaleziono żadnych podejrzanych materiałów. - Standardowa procedura zajęła ponad godzinę. W trakcie przeszukania pasażerowie nie zostali jednak ewakuowani - przypomina Momento 24.
Piorun, przemytnicy, a może zamach? Kilka dni po zniknięciu z radarów francuskiego Airbusa nadal nie wiadomo jak doszło do jego katastrofy. Specjaliści raczej wykluczają hipotezę o ewentualnym zamachu terrorystycznym. Nie odrzuca jej jednak francuski minister obrony. - Nie możemy wykluczyć aktu terrorystycznego, ponieważ terroryzm pozostaje żywotnym zagrożeniem dla zachodnich demokracji - powiedział Herve Morrin.
Brytyjski
dziennik "Daily Mail" przytacza dziś inną zaskakująca hipotezę. Przekonuje, że nad Atlantykiem mogło dojść do zderzenia Airbusa z innym samolotem, np. wojskową maszyną lub samolotem należącym do przemytników narkotyków.
Dotychczas najbardziej prawdopodobną jest wersja o uderzeniu w maszynę potężnego pioruna. Eksperci ds. lotnictwa wątpią jednak, że w przypadku tak nowoczesnego samolotu jest to możliwe.