- Poszukiwania szczątków samolotu Air France mogą potrwać nawet kilkanaście dni - uważa Bartosz Głowacki z dwutygodnika "Skrzydlata Polska". Jego zdaniem maszyna została trafiona przez "kilka lub kilkanaście" piorunów, bo "jeden to za mało, żeby spowodować całkowitą utratę zasilania wszystkich instalacji pokładowych samolotu".
Zdaniem eksperta warunki atmosferyczne panujące wczorajszej nocy nad Oceanem Atlantyckim uniemożliwiały udane wodowanie samolotu. - Nie można porównywać wodowanie na rzece w środku miasta z manewrem nad oceanem w bardzo trudnych warunkach atmosferycznych - mówił Głowacki, nawiązując do styczniowego udanego wodowania na rzece Hudson.
Według eksperta poszukiwania szczątków samolotu może potrwać nawet kilkanaście dni. - To zależy od tego gdzie ten samolot leży i czy jest w całości - ocenił.
"Nie sądzę żeby komukolwiek zależało na zamachu"
Bartosza Głowacki zdecydowanie odrzuca hipotezę, że przyczyną zaginięcia airbusa jest zamach. - Francuski samolot z Francuzami i Brazylijczykami na pokładzie - nie sądzę, żeby komukolwiek zależało na zamachu - ocenił. - Czasy zamachów wykonywanych na samolotach chyba już minęły. Kontrole na lotniskach są teraz tak szczegółowe, że od lat nie słyszeliśmy o próbie zamachu - dodał dziennikarz "Skrzydlatej Polski".
Airbus należący do linii Air France zniknął z radarów w poniedziałek rano podczas lotu z Rio de Janeiro do Paryża. Na pokładzie było 228 osób, w tym dwóch Polaków.