Królikowska-Avis występowała na zorganizowanej w siedzibie Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich konferencji będącej pokłosiem konfliktu między redakcją "Dziennika" a blogerami.
Przypomnijmy: "Dziennik" 22 maja ujawnił dane pozwalające na identyfikację znanej blogerki politycznej posługującej się pseudonimem Kataryna. Według niej, wcześniej redakcja bez skutku próbowała ją szantażować - albo polubownie ujawni swoje dane, a w zamian zostanie zatrudniona jako publicystka w "Dzienniku", albo dane - bez jej zgody - wydrukuje należący do tego samego wydawcy tabloid "Fakt".
- Nasza redakcja nie ujawniła danych osobowych Kataryny - zapewniał dziś komentator "Dziennika" Cezary Michalski. Osoby zebrane na konferencji "Co wolno Katarynie, a co wolno Dziennikowi" przyjęły to wybuchem śmiechu. - Nawet średnio znającemu internet użytkownikowi po informacjach pańskiego pisma ustalenie personaliów Kataryny zabrało 15 minut - padł głos z sali.
Nawet Kaczyński skrytykował "Dziennik" Decyzja pisma o ujawnieniu danych pozwalających na identyfikację Kataryny spotkała się z powszechną krytyką. W sieci znaleźć można tysiące solidaryzujących się z blogerką wpisów, wstawiły się też za nią dziennikarskie autorytety. Swoją dezaprobatę wyrazili nawet tacy politycy jak
Waldemar Pawlak i
Jarosław Kaczyński, który jeszcze niedawno internautów kojarzył głównie z piwem i pornografią.
Jednak Michalski broni decyzji swojej gazety. -
Sms wysłany przez "Dziennik" nie był szantażem w stosunku do Kataryny. Świniami została nazwana firma, w której pracuję oraz moja koleżanka. Zaczepieni uderzyliśmy - mówił.
"Kataryna żyje z establishmentu" Dzisiejsza konferencja miała być próbą zestawienia zjawiska blogosfery ze współczesnym dziennikarstwem. Uczestniczyli w niej głównie dziennikarze oraz blogerzy.
Polemikę prowadzili jednak głównie komentator "Dziennika" oraz Igor Janke - prowadzący "Salon 24", w którym m.in. publikuje Kataryna. Michalski wciąż powtarzał: - Nadal twierdzę, że nie był to szantaż, że nie ujawniliśmy jej danych. W życiu, w realu Kataryna żyje z establishmentu, a w sieci go opisuje - argumentował.
- To wyście ją pierwsi zaczepili - odpowiadał Janke, po czym przytoczył sms-a "Dziennika" do Kataryny, by w końcu zapytać wprost: - Jakie dobro stało za ujawnieniem danych Kataryny? Za szantażem?
- Mamy powinność badać tożsamość osoby publicznej, ponieważ jej sądy wpływają na opinię publiczną. Kto za nią stoi, czy jest niezależna - odpowiedział Michalski.
- Kataryna nie jest osobą publiczną - ripostował Janke. - Osoby piszące w internecie mają pełne prawo do wyrażania swojego zdania pod pseudonimem, bo blogerem może być na przykład homoseksualista piszący o problemach środowiska, który jednak nie chce, by jego szef o tym wiedział. Bez anonimowych blogów głos społeczeństwa nie docierałby do społeczeństwa - dodał. - Prawo definiuje kto jest osobą publiczną i Kataryna nią nie jest - zabrał głos mężczyzna z sali, przedstawiający się jako prawnik.
"Uczynienie z Kataryny ikony ścieku było świństwem" W opublikowanym w "Dzienniku" tekście
"Utracona cześć Kataryny" Michalski atakował innych internautów, tworzących w - jak to nazwał - ścieku. Miachalski, dla którego blogosfera to "
szkoła niewolników", pisał: "Ilu jej podobnych anonimów, radykałów, antykomunistów, niepodległościowców... zapełnia polski Internet. Tłukąc w klawisze na poddaszu czy w biurze i przeżywając swoją wolę mocy, dopóki nie usłyszą krzyku szefa albo wołania żony czy mamy przypominających o obowiązku wyniesienia śmieci albo wyprowadzenia pieska".
Takie wrzucenie do jednego brudnego worka anonimowej blogosfery wytknął Michalskiemu kolejny głos z sali. - To co zrobił "Dziennik" wobec Kataryny jest niegodziwe. Ale ciekawsze jest to, że pismu udało się skierować dyskusję w stronę ścieku, a przecież Kataryna nie należy do ścieku, jest znaną blogerką - zauważył.
- Uczynienie z Kataryny ikony ścieku było świństwem - dodał Krzysztof Fijałek, wiceprzewodniczący SDP. - Zgodzę się, że jest lepsza niż ściek, ale nie doszło by do tego, gdyby nie nazwała nas świnią. To było oszczerstwo wobec nas - powtórzył swoją linię obrony Michalski. - To kłamstwo - krzyknął Janke, po czym Michalski spokojnie dokończył myśl: - Wynalazku ludzkości jakim jest imię i nazwisko nie należy porzucać zbyt szybko.
W tym czasie padł chyba jedyny dla niego podczas spotkania głos poparcia: - W kulturze europejskiej anonimy wyrzuca się do kosza, chyba że jest to
policja, która musi się takimi rzeczami zajmować z urzędu - powiedziała starsza pani.
"Dziennik" przekroczył granice Dla Igora Jankego sprawa Kataryny pokazała konflikt między tymi dziennikarzami, którzy nie rozumieją nowych mediów, a resztą branży. - To nie jest tak, że świat się dzieli na profesjonalne dziennikarstwo, i cały ściek blogosfery. Jest tylko dobry artykuł i zły, tak jak dobry wpis i zły - dodał.
Według Piotra Waglowskiego, prawnika zajmującego się problemami internetu, media powinny szanować prywatność obywateli. - Wbrew temu, co powiedział Michalski, uważam, że "Dziennik" ujawnił dane osobowe Kataryny. Nie trzeba było specjalnych nakładów, by ustalić jej tożsamość. Dziennikarz ma prawo, by pisać pod pseudonimem, ale przecież Kataryna jest też objęta prawem prasowym - zauważył.
Waglowski, który sam od wielu lat prowadzi znany blog dodał też, że "to nie prasa powinna zajmować się ujawnianiem danych, kiedy nastąpiło przekroczenie wolności słowa". - Od tego jest prokuratura, czy policja, ale nie prasa. Dlatego uważam, że "Dziennik" przekroczył granicę - powiedział prawnik.
* Konferencję "Co wolno Katarynie, a co wolno Dziennikowi? - wolność słowa w mediach i w sieci" zorganizowało Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich i Centrum Monitoringu Wolności Prasy.