- Na Cyprze nie mam żadnych akcji i udziałów, nigdy nie byłem tam nawet na wycieczce - bronił się Palikot. - Tak się szczęśliwie składa, że nigdy też nie byłem na Wyspach Karaibskich - dodał. Zapowiedział, że będzie się ubiegał o 10 mln zł odszkodowania od każdego, kto oskarży go w ten sposób.
Poseł stanowczo odrzucił wszystkie "kłamliwe tezy" postawione w piątkowym artykule "Dziennika" pt. "Tajemnica wielkich pieniędzy posła Palikota". Dziennikarze napisali w nim m. in. że poseł otrzymywał wielomilionowe pożyczki z rajów podatkowych. Autorów tekstu - Michała Majewskiego i Wojciecha Cieślaka - nazwał "dwoma łysymi i blondynką".
Palikot zapowiedział też, że w środę przedstawi szczegółowe dokumenty związane ze sprawą. Dodatkowo przedstawił pismo, w którym zwraca się do warszawskiego urzędu skarbowego o "sprawdzenie poprawności informacji" podanych w jego oświadczeniu majątkowym. - Ja się rozliczam z podatków w Warszawie, dlatego też uznałem, że będzie to właściwy urząd do sprawdzenia tego, czy informacje przekazane w oświadczeniu majątkowym - tak kwestionowane przez dziennikarzy - są rzetelne czy nie - wyjaśnił.
Polityk zapewnił także, że dziennikarze nie mogli mieć dostępu do poufnej umowy sprzedaży akcji w Polmosie Lublin, choć powołują się na nią w artykule. - Informacje dziennikarzy "Dziennika", że na podstawie tej umowy sformułowali swoje zarzuty, są kuriozalne - stwierdził.
Palikot planuje wykorzystać umowę do procesu, który wytoczy dziennikarzom. Będzie się ubiegał o "najwyższe dopuszczalne w polskim prawie odszkodowanie" - 10 mln zł. Jak tłumaczył, na tyle "specjaliści" wycenili jego wizerunek.