Przeszliśmy z kobyłą przez 20 lat wolności

Kazimierz Kaczor jechał na kobyle, a czołówka polskich aktorów gotowała zupę. Oklaskiwaliśmy Szymborską i Wajdę, wygwizdaliśmy Giertycha i Leppera, milczeniem uczciliśmy Jana Pawła II - tak w sobotę na Krakowskim Przedmieściu czytelnicy świętowali z "Gazetą" 20 lat wolnej Polski.
Najpierw był spacer po ostatnim 20-leciu. W podróż w czasie wybrało się z nami kilka tysięcy warszawiaków. Z czerwonymi balonami "Gazety" w rękach otoczyli pomnik Kopernika. Stanęli też w kolejce przed pobliskim kioskiem, by kupić reprint pierwszego numeru "Wyborczej" z 8 maja 1989 r. Na pierwszej stronie było zdjęcie Lecha Wałęsy, ktoś zauważył wydrukowaną cenę: 50 zł. - Tyle kosztowała 20 lat temu. Dzisiaj sprzedajemy ją po 2,50 - zachęcała sprzedawczyni.

Tak świętowaliśmy 20 lat wolnej Polski

O godz. 21. z Nowego Światu wtoczył się zdezelowany czerwony fiat 126p, symbol motoryzacji PRL. "Maluch" ciągnął wielką białą Kobyłę Niepodległości, która wierzgając, gniotła mu dach. Na oklejonej egzemplarzami "Gazety" sztucznej chabecie siedział wodzirej - aktor Kazimierz Kaczor. Za siodło służył mu samochodowy fotel ustawiony jednak przodem do ogona.

- Nie jestem Wernyhorą, który przybywa na białym koniu, by zapowiedzieć niepodległość. Bo niepodległość już jest, a ja zapraszam na jej święto! - zawołał do zebranych, a tłum sprzed pomnika Kopernika podążył za "maluchem" i kobyłą. Tego dziwacznego stwora pchali uczniowie VI Liceum Ogólnokształcącego im. Tadeusza Reytana. Nie było łatwo, pod ciężką chabetą psuły się kółka, ale po naprawach koń jechał dalej.

Gwizdy i oklaski

Trasa spaceru wiodła Krakowskim Przedmieściem w kierunku pl. Zamkowego. Wzdłuż całej ulicy zbudowano symboliczne bramy z ekranami wyświetlającymi migawki z najważniejszych momentów kolejnych 20 lat wolnej Polski. Przy każdej bramie pochód na chwilę się zatrzymywał, by obejrzeć krótki film i wysłuchać komentarzy wodzireja. Prezentowane wydarzenia wzbudziły niesłychane emocje. Gdy na jednym z ekranów pokazano wyprowadzanie sztandaru PZPR, ludzie klaskali tak, jakby działo się to w ostatnich dniach a nie 19 lat temu. - A co jeszcze wyprowadzono poza sztandarem, do dziś nie wiadomo - żartował Kazimierz Kaczor.

Uśmiech zażenowania wywołało u niektórych przypomnienie postaci Stana Tymińskiego, tajemniczego przybysza z Peru, który dotarł do drugiej rundy wyborów prezydenckich 1990 r. - Przyznam ze wstydem, że na niego głosowałem. Człowiek miał wtedy mętlik w głowie - powiedział emerytowany inżynier Stefan Majewski, który szedł Krakowskim Przedmieściem.

Gromkie brawa zebrali za to Wisława Szymborska - uhonorowana Nagrodą Nobla w 1996 r., Bronisław Geremek - podpisujący w 1999 r. wstąpienie Polski do NATO, Andrzej Wajda - nagrodzony rok później Oscarem i Adam Małysz, który w 2003 r. nie miał sobie równych na skoczniach narciarskich świata. Kiedy jednak na którymś z ekranów pojawiali się Jarosław Kaczyński, Roman Giertych czy Andrzej Lepper, publiczność reagowała buczeniem, śmiechem i gwizdami. Zupełna cisza zaległa przy bramie poświęconej rokowi 2005 i śmierci Jana Pawła II. Przez kilka minut wszyscy w milczeniu patrzyli na wyświetlane bez dźwięku obrazy pogrążonej w żałobie Polski.

Gratulacje przed ucztą

- Najbardziej zaskoczyła mnie informacja, że na pierwszej sesji warszawskiej Giełdy w 1991 r. handlowano raz w tygodniu akcjami tylko pięciu spółek. Od tamtych czasów dzieli nas prawdziwa przepaść - komentowała studentka ekonomii Kasia Kolesińska.

Wycieczka trwała ponad półtorej godziny. - Przejść 20 lat niepodległości to sztuka. Należą nam się brawa. Bramki mijaliśmy raz z lewej, raz z prawej, czasem środkiem, ale jakoś się udało. Możemy sobie pogratulować - mówił na zakończenie spaceru Kazimierz Kaczor.

Polska zupa z 12 składników

Druga część imprezy rozegrała się przed kościołem św. Anny. Uczestników spaceru czekała tu uczta przygotowana przez wybitnych aktorów, którzy w siedmiometrowej wysokości garze przyrządzali zupę a la polonaise - jedyną w swoim rodzaju, bo złożoną z 12 potraw - utworów literackich. To pomysł reżysera widowiska, Piotra Cieplaka, który o Polsce postanowił opowiedzieć, koncentrując się na jedzeniu. Pytany wcześniej o smak zupy, odpowiedział: "Słodko- kwaśny". Obiecał jednak, że będzie treściwa, całkiem smaczna, choć z fusami, goryczą złych słów i złych emocji.

Pierwsza swój składnik wrzuciła do kotła Teresa Budzisz-Krzyżanowska - stojąc na balkonie zabytkowej kamienicy u zbiegu Krakowskiego Przedmieścia i Miodowej, odczytała fragment XVII-wiecznego utworu Maurycjusza Przyprztyckiego. Następni artyści wyłaniali się wprost z parującego gara. Dokładali do zupy to, co mieli najlepszego: Janusz Radziwiłlowicz - pochodzący z XVII w. utwór plebejskiego poety Jana z Kijan, Rafał Maćkowiak - jadłospis restauracji "U Literatów" zanotowany w dzienniku Leopolda Tyrmanda z 1954 r., a Dorota Segda - posiłek w toskańskiej trattorii opisany przez Zbigniewa Herberta w "Barbarzyńcy w ogrodzie". Była to wręcz pieśń pochwalna ku czci wina Chianti i pizzy, której w Polsce wówczas nie znano. Jan Frycz dodał do tego rozważania Jerzego Pilcha o Bożym Narodzeniu, Adam Ferency - "Suszone gruszki" Kazimierza Wierzyńskiego, Janusz Gajos - staropolską ucztę z "Pana Tadeusza" Adama Mickiewicza, zaś Krystyna Janda - malinowy chruśniak z wiersza Bolesława Leśmiana. Z kolei Eliza Borowska, Paulina Holtz i Joanna Żółkowska ugotowały danie z "Kabaretu Kici-Koci" Mirona Białoszewskiego. Ulotki z fragmentem tego utworu: "Przechodniu powiedz Sparcie, jak zdrożało żarcie" posypały się na głowy widzów.

Gar z fajerwerkami

Anna Seniuk i Grzegorz Małecki brawurowo odegrali scenę przyrządzania pierogów na podstawie tekstu Tomasza Różyckiego. Nieco łagodniejszego smaku dodali zupie Sonia Bohosiewicz i Adam Woronowicz, który przypomniał krótką fraszkę Jana Kochanowskiego "Na dom w Czarnolesie". Wypełniony tymi potrawami gar wystrzelił w końcu fajerwerkami. Z zupy wyfrunęły w niebo białe i czerwone balony, a nad zgromadzonym na Krakowskim Przedmieściu tłumem uniosła się chmura srebrnych płatków.

Prawdziwą zupą - "kuroniówką" z kuchni polowej - częstowali około północy wnukowie Jacka, a synowie Macieja Kuronia - Jan Jakub i Jakub Jan.

Czekamy na wasze wrażenia, opinie i zdjęcia ze spaceru z Gazetą Wyborczą pod adresem mailowym warszawa.internet@agora.pl



Skomentuj:
Przeszliśmy z kobyłą przez 20 lat wolności
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX