Michał Majewski, jeden z autorów tekstu "Dziennika" na temat finansów Janusza Palikota, zapewnia, że artykuł powstał na podstawie jawnych źródeł, a dokumentów do niego nie dostarczył Roman Giertych. Majewski odpiera tym samym zarzuty Palikota, które określił jako "stek bzdur".
Fot. dziennik.pl
Artykuł o finansach Palikota na stronie internetowej "Dziennika"
Palikot oświadczył w piątek, że tekst w "Dzienniku" jest "elementem ataku politycznego"; zapowiedział złożenie pozwu do sądu przeciwko gazecie, a do prokuratury przeciwko Romanowi Giertychowi, któremu zarzucił ujawnienie dokumentów procesowych ze sprawy, w której występuje jako pełnomocnik.
- Ze spokojem i otwartą przyłbicą czekamy na działania prokuratury po doniesieniu Palikota - powiedział Majewski.
- Tekst jest napisany na podstawie jawnych źródeł - to jest na podstawie oświadczeń majątkowych Palikota, sprawozdań finansowych firm i wiadomości z dostępnych rejestrów gospodarczych. Giertych nie musiał nam niczego wynosić z prokuratury i niczego nam nie wynosił. Sami dotarliśmy do tych wiadomości - podkreślił Majewski.
"Palikot jest po prostu spanikowany, wpadł w popłoch, strzela absolutnie na oślep i nie trafia w cel. Niech lepiej odpowie na pytanie, kto jest właścicielem firm, z których dostaje pożyczki" - dodał.