Szantaż? Wmawia nam to Gazeta.pl i agresywni blogerzy Marta Stremecka, twierdzi, że jej gazeta nie szantażowała Kataryny, a szantaż "wmawiają" jej media ("Rzeczpospolita" i "Gazeta.pl") i "agresywni blogerzy", którzy "przekręcają" fakty.
Wicenaczelna, "porządkując fakty", opisuje jak dziennikarka "Dziennika" kontaktowała się z blogerką.
"Zostaje wysłany słynny SMS zwany przez internautów szantażem. "Dziennik" pisze w nim do Kataryny, że wie, kim jest, że chcielibyśmy, by się ujawniła na naszych łamach. Piszemy jej też, że wiemy, że inna redakcja zna jej dane. Piszemy też wyraźnie, że jeśli się nie zgodzi, my jej danych nie udostępnimy".
Marta Stremecka nie cytuje jednak SMS-a, który
upubliczniła Kataryna. Przypomnijmy propozycję jaką blogerka dostała wówczas od "Dziennika":
- Pani Katarzyno bardzo proszę o poważne rozważenie naszej propozycji. Nie chcemy bezpardonowo ujawniać Pani tożsamości i iść na rękę Czumom. Wolimy by zgodziła się Pani na ten coming out na Pani warunkach włącznie z zatrudnieniem Pani jako naszej publicystki. Ale proszę nas zrozumieć to "frustrujące wiedzieć i nie móc napisać". Wiem, że Pani tożsamość zna Fakt a przez nich nie zostanie Pani tak dobrze potraktowana - proszę tego nie traktować jako szantażu. Naprawdę nie chcemy Pani skrzywdzić.
Wicenaczelna nie widzi w tym szantażu i nie odnosi się do propozycji stanowiska publicystki dla Kataryny w zamian za jej ujawnienie się na łamach "Dziennika". Przypomnijmy komentarz z blogu Kataryny:
Przyznacie, że to uroczy sposób rekrutacji publicystów - ujawnij się u nas to cię zatrudnimy a jak nie to inna gazeta należąca do naszego wydawnictwa potraktuje cię znacznie gorzej .
"Dziennik Kataryny nie ujawnił. Katarynę ujawnili... internauci? Marta Stremecka twierdzi też, że jej gazeta nie ujawniła danych Kataryny. W piątek "Dziennik" opublikował informacje, które można było po prostu "wrzucić" do internetowej wyszukiwarki, by poznać imię, nazwisko i miejsce pracy blogerki. To po artykule "Dziennika" nazwisko Kataryny pojawiało się nawet w komentarzach na jej anonimowym (do piątku) blogu. Ale wicenaczelna tej gazety twierdzi, że winni są... czytelnicy. "Następnego dnia internauci na wyścigi ujawniają Katarynę. Zabawa polega na tym, żeby w oparciu o informację "Dziennika" napisać jako pierwszy, jak się nazywa Kataryna. I oskarżyć o to "Dziennik", dowieść, że to gazeta wystawiła Katarynę na tacy Czumie" - pisze Marta Stremecka. Jej zdaniem po publikacji "Wiemy, kim jest Kataryna" blogerka nadal nie była ujawniona.
"Powtórzmy jeszcze raz" Wicenaczelna "Dziennika" twierdzi, że skonflikowana z rodziną Czumów Kataryna sama zapowiedziała, że jak pismo procesowe publicznie się pojawi, to ujawni swoje osobowe dane i stanie przed sądem. - Powtórzmy raz jeszcze: KATARYNA POWIEDZIAŁA, ŻE JEST GOTOWA UJAWNIĆ SWOJE DANE - pisze Marta Stremecka. Wicenaczelna "Dziennika" nie cytuje jednak dokładnie Kataryny. Blogerka wyraziła gotowość ujawnienie swoich danych, ale JEDYNIE ministrowi Andrzejowi Czumie (rozmowy Gazeta.pl z Kataryną w tej sprawie można posłuchać
tutaj Co było dalej? Marta Stremecka opisuje też reakcję Kataryny na propozycję "Dziennika". "Kilka godzin później zastępca redaktora naczelnego dostaje na Twitterze informację od Kataryny, dostępną dla wszystkich odbiorców, że jest szantażowana przez Dziennik, a dziennikarze to "świnie"". Takiego komentarza w Twitterze (już?) nie ma. Jest jedynie komentarz Kataryny opublikowany już po publikacji "Dziennika": "Dziennikowi gratulujemy warsztatu śledczego, klasy, standardów i tego wszystkiego z czego zapewne są teraz dumni.
Dorwali! I byli pierwsi!".
W piątek news. Dziś to banalne - Nad tożsamością Kataryny zastanawiały się od kilku lat tysiące internautów, dziennikarzy i polityków - pisał w piątek "Dziennik" w artykule "Wiemy, kim jest Kataryna". Dziś Marta Stremecka twierdzi już, że odnalezienie Kataryny było banalne: "to, co dla internautów jest perfekcyjnym kostiumem, dla dziennikarzy jest prostą przebieranką. Kilkanaście godzin poszukiwań i okazało się, że kilka osób w Warszawie wie, kim jest Kataryna" (w piątek, po artykule "Dziennika", napisaliśmy, że wiedzieliśmy kim jest blogerka, robiliśmy z nią wywiady, ale szanujemy jej anonimowość - red. gazeta.pl).
Wybuch w Lahaur, zginęło około 30 ludzi. Kliknij na zdjęcie, aby dowiedzieć się więcej: