Pracował, brał nadgodziny, wypełniał obowiązki i przez ponad dwa lata nie zobaczył ani złotówki nagrody, choć kodeks pracy nie wykluczał takiej możliwości. Kiedy zgłosił się do pracodawcy po premię, nie tylko jej nie dostał, ale niedługo potem został dyscyplinarnie zwolniony.
Fot. Adam Kozak / AG
Autobusy warszawskie
Nie załamał się i postanowił walczyć. Wygrał odszkodowanie i zaległe trzynastki. Tak wygląda historia byłego kierowcy warszawskich zakładów autobusowych. Jednak, jak mówi sam jej bohater, oprócz niego taką walkę powinno podjąć kilkadziesiąt źle traktowanych osób.
Nigdy nie odmówiłem
Dariusz Modzelewski, choć najpierw pracował na pół etatu, pracy nie unikał.
- Dyspozytorzy sami dzwonili, żeby przyjechać, bo brakowało kierowców. Nigdy nie odmówiłem - mówi. Później przez ponad 2 lata pracował już na całym etacie - równie ciężko, ale bez nagród, które mu się należały za nadgodziny.
Rozmowa z kierownikiem zakładu nie pomogła, a wręcz zaszkodziła - pana Dariusza zwolniono dyscyplinarnie za nadmierne zużycie paliwa, choć - jak on sam mówi - z dokumentacji kursów wynikało coś zupełnie innego.
- Powiedziano mi, że są tacy, co nagrody dostają i będą dostawać zawsze. Poczułem się jakby ktoś, kolokwialnie mówiąc, bejsbolem mi w oczy zasunął - wspomina były kierowca.
Problem polega na tym, że pracownicy zatrudniani przed 2004 r. mają podpisany z pracodawcą zbiorowy układ pracy, określający między innymi zasady przyznawania nagród. Ci zatrudnieni później, już nie mają takiej umowy. Kierownik stwierdził więc, że nie musi wypłacać im nagród.
Dostał zaległe 7,5 tys.
- Obecnie trwa przygotowywanie nowego układu zbiorowego dla pracowników zatrudnianych po 2004 roku, ale niestety nie jestem w stanie powiedzieć kiedy będzie on gotowy - mówi rzecznik Miejskich Zakładów Autobusowych Adam Stawicki.
Dariusz Modzelewski najpierw wystąpił o kontrolę do Inspekcji Pracy, która orzekła, że nagrody za nadgodziny faktycznie mu się należały. Sprawa trafiła do sądu, w którym wygrał. MZA wypłaciło mu zaległe prawie siedem i pół tysiąca złotych.
- Wypłacono, ale dopiero gdy miałem napisany pozew o interwencję komornika - wspomina Modzelewski i zachęca swoich kolegów do walki o zaległe premie - chcę powiedzieć wszystkim pracownikom: wszystkich nie pozwalniają!
Pracowników przyjętych po 2004 roku w Miejskich Zakładach Autobusowych, których pan Dariusz zachęca do walki, może być nawet kilkuset.