"Dziennik" szantażował Katarynę i oferował jej pracę?

Wpis z blogu Kataryny

Wpis z blogu Kataryny (Fot. kataryna.blox.pl)

Dzisiejszy "Dziennik" ujawnił dane identyfikujące słynną blogerkę polityczną Katarynę. Według niej zrobił to po nieudanym szantażu, w ramach którego w zamian za polubowne ujawnienie jej danych (czyli za jej zgodą) zostałaby w "Dzienniku" zatrudniona jako publicystka. "Dziennik" stwierdził też, że "wie kim jest Kataryna" nie tłumacząc, że wiedzą to też inne zainteresowane media - w tym Gazeta.pl - ale szanują jej anonimowość.
- Pani Katarzyno bardzo proszę o poważne rozważenie naszej propozycji. Nie chcemy bezpardonowo ujawniać Pani tożsamości i iść na rękę Czumom. Wolimy by zgodziła się Pani na ten coming out na Pani warunkach włącznie z zatrudnieniem Pani jako naszej publicystki. Ale proszę nas zrozumieć to "frustrujące wiedzieć i nie móc napisać". Wiem, że Pani tożsamość zna Fakt a przez nich nie zostanie Pani tak dobrze potraktowana - proszę tego nie traktować jako szantażu. Naprawdę nie chcemy Pani skrzywdzić - takiego smsa od dziennikarki "Dziennika" cytuje na swoim blogu Kataryna. "Dziennik" i "Fakt" to tytuły jednego wydawnictwa - Axel Springer Polska.

"Dziennik" "ujawnia" coś, co Kataryna sama powiedziała

Kilka dni temu, po nagłośnionym w mediach konflikcie z rodziną Czumów, Kataryna zapowiedziała zakończenie wpisów na swoim blogu. We wtorek w "Dzienniku" ukazał się z nią wywiad. - Nie mogę sobie wyobrazić pisania tego, co piszę i robienia tego, co robię zawodowo. Tego się nie da połączyć. A z bloga jest mi łatwiej zrezygnować - mówiła Kataryna. Blogerka odezwała się ponownie dziś, by skomentować artykuł "Dziennika".

Dziś, trzy dni po wywiadzie, "Dziennik" obwieścił, że "wie" kim jest Kataryna. - Kiedy zadzwoniliśmy do niej, by poinformować, że wiemy kim jest, ale bez jej zgody tego nie ujawnimy, blogerka panicznie zaczęła unikać telefonów. Nie odpowiada też na e-maile i SMS-y - pisze "Dziennik". Autorzy tekstu dodają jednak szczegóły, po których średnio zaawansowany użytkownik internetu bez problemu pozna nazwisko anonimowej do tej pory blogerki. Dziennikarze opisują też jak odwiedzali Katarynę w pracy i jak ogarnięta "paniką" nie chciała z nimi rozmawiać.

- Nad tożsamością Kataryny zastanawiały się od kilku lat tysiące internautów, dziennikarzy i polityków - pisze "Dziennik". Nie dodaje jednak, że do tej pory media szanowały jej anonimowość. Dziennikarze zainteresowani sprawą wiedzieli kim jest i znali jej numer telefonu (np. wywiad z nią portal Gazeta.pl publikował w poniedziałek).

Co mówiła Kataryna, co ustalił Dziennik?

- Kilka lat temu, zanim jeszcze zaczęłam pisać bloga, a tylko udzielałam się na forum "Gazety Wyborczej" jako Kataryna, ostro krytykowałam tam Roberta Kwiatkowskiego, ówczesnego prezesa TVP. W tym samym czasie spotkałam go w realu w mojej pracy. Oczywiste jest, że gdyby wiedział, kim jestem, zupełnie inaczej wyglądałoby to nasze spotkanie - mówiła trzy dni temu Kataryna. Dziś w "Dzienniku czytamy komentarz Cezarego Michalskiego: "Ustaliliśmy, że kiedy Kataryna pod pseudonimem bezlitośnie krytykowała ówczesnego prezesa telewizji publicznej Roberta Kwiatkowskiego, występując pod własnym nazwiskiem podpisywała z nim kontrakty, zarabiała u niego pieniądze."

"Ale numer! Przecież to jest kłamstwo!"

- Ale numer! Przecież to jest kłamstwo! - odpowiada na blogu Kataryna. - Nigdy nie szkoliliśmy dziennikarzy TVP, w ogóle nie szkolimy dziennikarzy, z wyjątkiem jakiegoś szkolenia dla dziennikarzy obywatelskich w czasach na długo przed Kataryną. Jak można tak łgać??? I co ja mam z tym łgarstwem zrobić, przecież Dziennik nie po to zrobił taką akcję, żeby teraz prostować cokolwiek tylko dlatego, że fakty się nie zgadzają. Nigdy nie szkoliliśmy dziennikarzy TVP (ani dziennikarzy w ogóle, ze wspomnianym wcześniej wyjątkiem sprzed wielu lat), nigdy też nie prowadziliśmy żadnych interesów z TVP. Jeśli kogoś interesuje o co chodzi z tym TVP, bez trudu znajdzie informacje o całej inicjatywie bo Dziennik postarał się aby moja tożsamość nie była już dla nikogo tajemnicą więc można sobie wyguglać wszystkie szczegóły moich "interesów" w TVP - pisze blogerka.

"Dziennik": I tak nie ujawnimy jej tożsamości

- Kiedy skontaktowaliśmy się z nią i powiedzieliśmy, że znamy jej tożsamość, choć wcale nie chcemy jej ujawniać, chcemy raczej normalnie z nią porozmawiać, bo jesteśmy ciekawi jej poglądów, jej psychiki, jej życia - podzielonego na część establishmentową: szefowej ważnej warszawskiej fundacji i część "podziemną": niebywale odważnej i krytycznej blogerki - rzuciła słuchawką, potem zaatakowała nas w Internecie, a następnie zamilkła, niewykluczone, że na wieki. Niech się Kataryna nie boi, i tak nie ujawnimy jej tożsamości - zapewnia w komentarzu " Utracona cześć Kataryny" Cezary Michalski.

Zobacz także
  • Wpis z blogu Kataryny Wściekły "Fakt": Nie wykorzystujcie nas w szantażu
  • Blog Kataryny Zapiszą w ustawie, że bloger ma prawo do animowości?
  • Wpis Kataryny na Twitterze Sprawa Kataryny. Tego, nie zna licząca 100 lat historia tabloidów
Skomentuj:
"Dziennik" szantażował Katarynę i oferował jej pracę?
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najnowsze informacje