"Dziennik" Libertas "Zasada jest taka: Libertas musi pojawić się na każdej z pierwszych sześciu stron gazety" - opowiedział nam niedawno jeden z dziennikarzy gazety "Dziennik". Nie chcieliśmy dawać wiary doniesieniom anonimowego informatora, a jednak Okazuje się, że ostatnie artykuły w "Dzienniku" mogą nie być jednostkowym wydarzeniem, lecz zaledwie początkiem znacznie szerszej kampanii. W dzisiejszym numerze "Dziennika" (z datą 15 maja 2009 r.) pierwszą "wolną od Libertas" jest dopiero siódma strona tej gazety. Partii tej poświęcono w sumie aż pięć artykułów, dwie ramki tekstowe, dwa wywiady i jeden komentarz - a mowa o zaledwie jednym wydaniu gazety. W prywatnych rozmowach dziennikarze "Dziennika" zapewniają nas, że "takiej kampanii w ich gazecie jeszcze nie było". I to robionej w białych rękawiczkach. "Możemy pisać o Libertas dobrze, możemy pisać źle. Byleby nazwa partii pojawiała się na łamach jak najczęściej" - alarmują nasi koledzy dziennikarze z "Dziennika".
To bezprecedensowy przykład promowania jednej, wybranej partii - i to w trakcie kampanii wyborczej do Parlamentu Europejskiego. Próżno szukać tu choćby cienia starań o zachowanie takiej równowagi w prezentacji komitetów wyborczych i rzetelne relacjonowanie przebiegu kampanii wyborczej z uwzględnieniem wszystkich partii, które zarejestrowały listy kandydatów we wszystkich okręgach, jaką znaleźć można tak w "Wiadomościach"
TVP, jak i w innych programach informacyjnych TVP.
Nie chcemy dociekać ani w jakim celu "Dziennik" realizuje ową akcję promocyjną Libertas, ani jakimi metodami kierownictwo gazety posługuje się, by zmusić swoich pracowników do uczestniczenia w niej. Chcemy natomiast wyrazić solidarność z naszymi kolegami - dziennikarzami z redakcji "Dziennika" - i zachęcić ich do przeciwstawienia się możliwym naciskom oraz zrezygnowania z udziału w akcji promowania partii Libertas na łamach "Dziennika" za wszelką cenę. Tym bardziej, że ostatnio oni bronili niezależności dziennikarzy "Wiadomości". Dziś przyszedł czas, aby spłacić ten dług. Relacjonujmy kampanię wyborczą do Parlamentu Europejskiego uczciwie w odniesieniu do wszystkich jej uczestników. Niech o wszystkim zadecydują wyborcy - nie dziennikarze.