- Ja tylko zwracam uwagę na to, że w tej demokracji, o którą walczyliśmy, musimy się inaczej zachowywać (...) my musimy stosować równe szanse, nie możemy się zachowywać jak dzieci komunizmu. To komuniści zabraniali się spotykać - Wałęsa niejasno odpowiedział prowadzącej program Radia Zet Monice Olejnik na pytanie czy popiera Libertas.
Polityk apelował o wyrozumiałość w sprawie kontrowersyjnej partii, nawet mimo zarzucanych jej bliskich związków z ruchami neofaszystowskimi. - To chorzy potrzebują lekarza, a nie zdrowi i to ludzie zdrowi powinni się z nimi spotykać i wyciągać ich z tej choroby - mówił.
Olejnik uważa, że Libertas "wpiął sobie Wałęsę do klapy marynarki". - Wie pani ilu mnie wpinają? - oburzył się Wałęsa. - Jak potrzeba to wszędzie mnie wpinają i będą wpinać. Co ja mogę. Ja jestem człowiekiem dialogu, ja zwracam uwagę, że to jest inna epoka - stwierdził.
Pieniądze nie grają roli? Wałęsa zarzekał się, że jego współpraca z liderami Libertasu nie jest wiązana z gażą jaką otrzymał od Ganleya. - Ja pieniądze pooddawałem na inne rzeczy - tu nie chodzi o pieniądze - tłumaczył.
Polityk zapewnił, że spodziewał się ataków w mediach i zapowiedział, że "zaczyna nową grę". - Mamy nową epokę, budujemy Europę na innych zasadach - wolnościowych - wszyscy są równi i Libertas jest taki sam równy jak
PSL - dodał.
Były prezydent zapewnił, że nie popiera Libertasu, a jedynie "mówi o faktach". - Europie potrzebny jest głos krytyczny, potrzebne jest pilnowanie, potrzebne jest potrząśniecie tymi stołami z tymi pieniąchami - stwierdził.
W oczach Wałęsy właśnie Libertas jest "zorganizowaną siłą, która może tego dokonać".
Pojechałby pan czy nie pojechał? - Gdyby Ganley nie dał panu pieniędzy, pojechałby pan go promować - pytała Olejnik. - No wie pani, jakby nie było zaproszenia, to po co bym jechał - odpowiedział retorycznie Wałęsa. - Ale jak by było zaproszenie bez pieniędzy - dopytywała się dziennikarka.
Gość wyjaśnił, że "prawdopodobnie" nie pojechałby. - Mnie to bardzo kosztuje, ile ja mam tłumaczenia, ile ja mam stresów, ile ja mam dyskusji, jak ja się muszę ciężko napracować - wyliczał.
Dziennikarka tłumaczyła, że Wałęsa nie jest osobą prywatną, tylko "symbolem Solidarności". Jej zdaniem, poczynania polityka pogarszają jego wizerunek, "rozmieniają na drobne". Bohater Solidarności wyjaśnił, że jest symbolem "za 3900 zł", a "potrzebuje na wydanie 6 tys. zł".
- Co ja mam usiąść i pieniądze liczyć, proszę pani, ja jeszcze chcę coś zrobić (...) nie jest tak dobrze z tą Europą - mówił.
Polityk zapewnił, że nie zagłosuje w wyborach na Libertas. Żeby udowodnić, że to prawda, planuje sfotografować swoją kartę wyborczą. - Głosuje na PO - podkreślił.