Ganley - cynik, z którym każdemu po drodze

Jacek Zawadzki, Gazeta.pl; materiał wideo: Katarzyna Łuka, Maciej Zauszkiewicz
14.05.2009 , aktualizacja: 14.05.2009 21:13
A A A Drukuj
Declan Ganley Fot. Wojciech Olkuonik / AG Declan Ganley
W Polsce jest eurosceptyczna, a nawet wroga wobec intergarcji europejskiej. Ale okazuje się, że Libertas to wieloryb, który karmi się politycznym planktonem, a jego szef, Declan Ganley jest cynikiem, któremu z każdym jest po drodze
Declan Ganley
Fot. Materiały prasowe
Declan Ganley
Irlandczyk Declan Ganley i jego polski zastępca Artur Zawisza
Fot. Wojciech Olkuśnik / AG
Irlandczyk Declan Ganley i jego polski zastępca Artur Zawisza
Lech Wałęsa, były prezydent i symbol Solidarności w Polsce, już dwukrotnie wystąpił na konwencjach stowarzyszenia Libertas. Pierwszy raz 1 maja w Rzymie. Wtedy tłumaczył, że robi to dla pieniędzy. Drugi raz był dzisiaj w Madrycie. Media spekulują, że Wałęsa dostał pieniądze za objazd kilku konwencji Libertasu i po prostu realizuje umowę. Stowarzyszenie nie komentuje spraw finansowych.

Dla tej paneuropejskiej organizacji liczy się efekt końcowy. Lech Wałęsa po prostu dobrze wygląda na sztandarach Libertasu. I jak bardzo symbol "Solidarności" nie rozmywałby swoich związków z organizacją Ganleya, to i tak jest już niemal twarzą Libertasu.

Jak to możliwe, że euroentuzjastyczny Wałęsa, kojarzony ostatnio w Polsce z liberalną Platformą Obywatelską, jest tak chętnie goszczony przez Declana Ganleya, przeciwnika Traktatu lizbońskiego?

Libertas potrzebuje wyraźnego symbolu, bo sam jest wielokulturowym, wielonarodowym i niejednorodnym ideowo zlepkiem. Jego zwolenników łączy idea pogrzebania Traktatu Lizbońskiego i ogólne hasło ograniczenia brukselskiej biurokracji. Do tego dochodzi osoba samego Declana Ganleya, który zasłynął przekonaniem Irlandczyków do odrzucenia Traktatu w referendum, ale jego drugim atutem są pieniądze, dlatego polityczny plankton z całej Europy upatruje w nim swojego mesjasza.

Tajemnicze miliony Ganleya

Wadą Ganleya jest jednak brak rozpoznawalności. Jego gwiazda na krótko rozbłysła na Zielonej Wyspie, trochę uważniej nastawiono uszu w Brukseli, ale początek Libertasu to poparcie liczone w promilach.

Niskie poparcie nie dziwi, jeśli spojrzy się na strukturę stowarzyszenia Libertas i historię jego powstawania.

Po wygraniu przez eurosceptyków referendum traktatowego w Irlandii, w październiku 2008 r. Ganley założył na wyspie partię "The Libertas Party Limited". Wkrótce potem postanowił stworzyć organizację ogólnoeuropejską, która wystawiłaby kandydatów do Parlamentu Europejskiego w 2009 r.

Ganley mógł sobie na to pozwolić, tak jak i na zmasowaną kampanię przeciwko Traktatowi Lizbońskiemu w Irlandii, która kosztowała 1,3 mln euro, ponieważ jest milionerem. Nie wiadomo jednak jak zarobił pierwszy milion, a i kolejne są owiane tajemnicą. W internecie można przeczytać, że do majątku doszedł wykorzystując niekonwencjonalne sposoby. M.in. inwestował w Albanii i Iraku. Robił też interesy w Rosji i innych krajach byłego bloku wschodniego. Działał w branży paliwowej, drzewnej, telekomunikacyjnej, a nawet zbrojeniowej. Jego tajemnicze interesy z armią Stanów Zjednoczonych służą teraz przeciwnikom do formułowania oskarżeń o powiązania z wywiadem.

Kiedy Ganley zaczął interesować się polityką Unii Europejskiej pojawiły się podejrzenia, że może działać na zlecenie CIA lub nawet rosyjskiego wywiadu, a jego celem miałoby być osłabienie integracji europejskiej. Declan Ganley do dzisiaj ma problemy z rozliczeniem się z kampanii przed referendum traktatowym w Irlandii. On sam twierdzi, że wydał tylko 6 tys. euro. Skąd dokładnie pochodziły pozostałe ponad 1,2 mln euro, nie wiadomo.

LPR u Ganleya

Ofensywa Ganleya w Europie szybko przyniosła efekty, w postaci paneuropejskiej organizacji - stowarzyszenia Libertas. Ale to tylko "czapka" nad lokalnymi strukturami.

Libertas Polska został zarejestrowany 24 lutego 2009 r. w Warszawie. Co dziwne, jego członkowie od początku przekonują, że są partią polską i mają niewiele wspólnego z Declanem Ganleyem. - On reprezentuje Irlandię. Jest naszym wielkim przyjacielem i autorytetem - mówił w radiu TOK FM Wojciech Wierzejski, do niedawna lider Ligi Polskich Rodzin, a teraz kandydat do europarlamentu z lity Libertas Polska.

Przyciśnięty przez prowadzącego program niechętnie przyznał, że w Parlamencie Europejskim liderem będzie najprawdopodobniej Ganley. To trudne wyznanie dla polityka, który bazuje na elektoracie silnie narodowym, przeciwnym jakimkolwiek obcym wpływom. W Polsce są to głównie zwolennicy Ligii Polskich Rodzin i środowiska prawicowe, narodowe, patriotyczne i konserwatywne.

Dla głosujących na Libertas w Polsce może więc wydawać się dziwne zaangażowanie Lecha Wałęsy w stowarzyszenie Libertas. Tym bardziej, że politycy z ugrupowań tworzących Libertas Polska w przeszłości wielokrotnie próbowali podważać zasługi Wałęsy dla obalenia komunizmu w kraju i zarzucali mu agenturalną przeszłość. Nawet na konwencji stowarzyszenia w Rzymie pojawiły się okrzyki "TW Bolek".

Liberałowie i konserwatyści w jednym worku

Udział Wałęsy w kongresach Libertasu dla wielu osób jest niezrozumiały, zwłaszcza dla jego zwolenników. Jeśli jednak spojrzeć na frustrację byłego prezydenta, który w stosunkowo młodym wieku opuścił scenę polityczną, można odnieść wrażenie, że to jego droga powrotu do rozdawania kart, tym razem w Europie. Eksperci są jednak bezlitośni dla ikony Solidarności. - Lech Wałęsa jest atutem w rękach Ganleya, ale to Ganley rozgrywa Wałęsę, a nie odwrotnie - powiedział w rozmowie z portalem Gazeta.pl prof. Wawrzyniec Konarski politolog z Uniwersytetu Warszawskiego.



Polscy wyborcy Libertasu mogliby być jeszcze bardziej zdziwieni, gdyby uważniej przyjrzeli się strukturze stowarzyszenia. Wśród partii stowarzyszonych można znaleźć m.in. słowacką "Wolność i Solidarność", która opowiada się za zniesieniem wszelkich barier w Unii Europejskiej. Na liście jest też holenderska partia "Nederland Transparent". Jej liderzy w Parlamencie Europejskim działają w ramach Europejskiej Partii Zielonych, która walczy m.in. o równouprawnienie mniejszości seksualnych.

Można więc chyba śmiało stwierdzić, że Declan Ganley jest cynikiem, któremu z każdym jest po drodze do założonego celu. - Nieważne są wątpliwości etyczne, ważny jest efekt końcowy. Realizacja interesu wymaga pewnej dozy cynizmu - ocenił prof. Konarski.

Nakarmić wieloryba

Czy ten cynizm Ganleyowi się opłaca? Ostatecznie okaże się w czerwcu, po ogłoszeniu wyników wyborów do europarlamentu. Może się jednak okazać, że będzie to bolesna lekcja dla zbyt pewnych siebie polskich partii politycznych, takich jak PO i PiS. Do wyborów został jednak jeszcze niecały miesiąc, a aktywność Lecha Wałęsy działa na korzyść Ganleya.

Warto także pamiętać, że pojedynczy element planktonu nie jest istotny, ale zebrany w dużą grupę staje się znaczącą masą, którą najada się wieloryb. Declan Ganley stworzył wizję, która zebrała rozproszony polityczny plankton z całej Europy. W tym jest jego siła. Zagrożeniem jest jego zagadkowość, źródła finansowania i prawdziwy cel stowarzyszenia Libertas.

Podziel się