Libertas organizuje konferencje praktycznie codziennie. Dziennikarze są zasypywani zaproszeniami na spotkania, chętnie pokazywane tylko w publicznej telewizji.
Wszystko o kampanii Libertas w serwisie Eurowybory.
Polski oddział Libertasu zwołał dziś trzy spotkania z dziennikarzami. O dziesiątej w swoim biurze, o 10.00 w miejscowości Dzierzkowice Terpentyna i o 11.00 w Sejmie. Jednak ta ostatnia konferencja pod tytułem "Obecna sytuacja polityczna w Polsce" (w sali prasowej parlamentu) się nie odbędzie.
Szef biura prasowego Sejmu Krzysztof Luft zdecydował, że sala 101 będzie od dziś zamknięta dla polityków nieobecnych w parlamencie i europosłów. Konferencje będą mogły organizować kluby i koła poselskie.
- Tutaj były organizowane konferencje osób organizacji, które nie maja nic wspólnego z Sejmem. To zaczęło przybierać karykaturalną formę. Trzeba to było przeciąć - mówił Krzysztof Luft.
Nowe przepisy najbardziej dotkną Libertas, bo ugrupowanie to nie ma wielu parlamentarzystów w kraju. Jak się dowiedzieliśmy, restrykcje mogą też objąć posłów niezrzeszonych i senatorów - ich konferencje mają się odbywać za zgodą marszałków Sejmu i Senatu.
Ludzie Libertasu, czyli głównie byli politycy
LPR, nie dostali się do Sejmu. Teraz chcą wejść do europarlamentu z irlandzkim milionerem Declanem Ganleyem. Poparcie Libertasu jest jednak szczątkowe. Według sondaży, balansuje na progu błędu statystycznego.
Zawisza: Jesteśmy represjonowani Wiceprezes Libertas Polska Artur Zawisza powiedział na konferencji prasowej, że decyzja marszałka Komorowskiego ma na celu represjonowanie jego ugrupowania. - Mamy do czynienia z zamachem na wolność debaty publicznej - ocenił. - Przykro to powiedzieć, bo mówię o osobie skądinąd zasłużonej, sprawującej godny urząd, a także potrafiącej powielokroć stawać na wysokości zadania, ale marszałek Komorowski zachowuje się jak gangster polityczny - powiedział Zawisza.
PO broni marszałka - Trzeba oddzielić kampanię wyborczą od pracy w Sejmie - podkreśla Grzegorz Dolniak z PO.