Sprawę zatrudnienia w Instytucie byłego PRL-owskiego cenzora ujawnił poniedziałkowy program "Teraz My". Stanisław Achremczyk zrezygnował ze stanowiska, a Kurtyka wezwał do siebie szefa oddziału
IPN w Białymstoku, odpowiedzialnego za nominację.
Kurtyka trzaskał drzwiami - Kurtyka się wściekł, trzaskał drzwiami, wszyscy schodzili mu z drogi - mówili "Dziennikowi" pracownicy Instytutu. Okazuje się bowiem, że przeszłość Achremczyka doskonale znano w białostockim IPN.
- To straszny wstyd, to nas powołano do kontrolowania przeszłości ludzi z pierwszych stron gazet, a sami nie potrafimy kontrolować swojej instytucji - mówi "Dziennikowi" anonimowo jeden z historyków centrali IPN.
Tylko kilka dni cieszył się ze stanowiska Achremczyk szefem olsztyńskiej delegatury był dopiero od środy. Podkreślał, że on nie zabiegał o kierowanie IPN w Olsztynie, bo otrzymał taką propozycję. Kierownictwo wiedziało o tym, iż pracował w Urzędzie Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk. Jeszcze w piątek na oficjalnej stronie delegatury wisiała notka biograficzna Achremczyka z informacją o pracy w cenzurze.
W poniedziałkowym programie
TVN "Teraz my" ujawniono, że mianowany w ubiegłą środę naczelnik delegatury IPN w Olsztynie prof. Stanisław Achremczyk był w PRL pracownikiem Głównego Urzędu Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk. Zdaniem autorów programu jego zatrudnienie w IPN jest niezgodne z ustawą o Instytucie, ponieważ jej artykuł 11 mówi, że pracownikiem IPN nie może być osoba, która "pełniła służbę, pracowała lub była współpracownikiem organów bezpieczeństwa państwa", wśród których jest wymieniany również GUKPPiW.
Cały artykuł w "Dzienniku"