To miała być atrakcyjna wycieczka w promocyjnej cenie. - Zapłaciliśmy po 70 złotych. Miało być zwiedzanie Sejmu, spacer po Łazienkach i seans w kinie - opowiada pan Maciek, ojciec jednego z uczniów. - W drodze powrotnej dostałem od syna telefon, że autokar zawrócił, bo coś się stało. Wsiadłem w
samochód i pojechałem na miejsce - mówi tata Marcina z VI klasy.
Okazało się, że autokar wyprzedzając urwał lusterko przejeżdżającej ciężarówce i ją zarysował, ale pojechał dalej. - Dostawaliśmy od dzieci informacje, że był niemal pościg. Że radiowozy jechały za autokarem. Dzieci bały się, że muszą wracać do Warszawy. To było chore - opowiada jedna z matek.
Kierowca ciężarowego MAN, który w wyniku kolizji stracił lusterko zawiadomił policję. To dlatego policjanci zatrzymali autokar ze szkolną wycieczką pod Rykami, prawie 30 km od miejsca zdarzenia. - Kierowca stwierdził, że żadnej kolizji nie było - mówi Marlena Kot z Komendy Wojewódzkiej w Lublinie.
Patrol drogówki zdecydował o konieczności przejechania na miejsce zdarzenia, by na miejscu wszystko wyjaśnić. Autokar ze zdezorientowanymi uczniami musiał zawrócić. Na miejscu, w miejscowości Mroków kierowca autokaru zmienił zdanie i przyjął mandat. - Dostał 400 złotych - informuje policja. Dopiero wtedy dzieci mogły ruszyć w powrotną drogę do domu.
W całej sytuacji zdezorientowani byli i uczniowie, wśród nich dzieci niepełnosprawne z klasy integracyjnej, i rodzice, którzy na nich czekali. Nie wiedzieli, dlaczego zamiast o 20 uczniowie wrócili do Lublina grubo po 22. Biuro podróży, które zorganizowało wyjazd do stolicy nie chciało rozmawiać z Radiem TOK FM.