Do spotu dotarła "Gazeta Wyborcza" -
czytaj opis filmu Spot skupia się na Krzaklewskim, który otwiera listę wyborczą PO na Podkarpaciu: w złośliwy sposób wyciągnięte są w nim momenty jego kariery, które kłócą się z poglądami polityków Platformy. Przypomina się m.in. kampanię z 2000 roku, gdy startował w wyborach prezydenckich i jego sprzeciw wobec uchwalenia konstytucji. W tle słychać piosenkę z jego kampanii z 2000 roku. Na końcu pokazany jest billboard z Krzaklewskim i Danutą Huebner (która wcześniej związana była z
SLD, ale w tych wyborach startuje z list PO) i komentarz: "Danucie Hübner gratulujemy kolegi z listy".
Krzaklewski poproszony w
TVN24 o komentarz do spotu, zasugerował, że obraża on uczucia religijne, a konkretnie - jak się wyraził - "świętą osobę, która w maju jest szczególnie czczona w Polsce" (Matkę Boską - przyp. mar). - Gdybym chciał to podać do sądu, bez problemu wygrałbym proces - dodał.
W komentarzu dla "Gazety Wyborczej" Wiesław Gałązka stwierdził, że spot jest merytorycznie bezwartościowy. - Dotychczasowe spoty
PiS i ten SLD koncentrują się na ataku na Platformę, są praktycznie bez przesłania programowego. To odróżnia tę kampanię od wyborów 2007 r., gdy spoty były wprawdzie ostre, ale zawierały jakąś treść. Teraz zostały tanie złośliwości. W przypadku tego spotu SLD - głównie pod adresem Danuty Huebner - powiedział specjalista od marketingu politycznego.
- Miało nie być kampanii negatywnej, a jest... Bez pomysłu - zgodnie z ideą przewodnią panującej spotomanii: nieważne, czym i w co, byle przywalić -
czytaj komentarz Rafała Garpiela, specjalisty od retoryki i erystyki.