Oczywiście jedynymi obrońcami premiera Tuska są politycy Platformy Obywatelskiej. Ale nawet wśród nich trudno znaleźć entuzjastów uroczystości na Wawelu. - Lepiej byłoby, gdyby wszystkie uroczystości odbywały się w Gdańsku - stwierdził mieszkający w Krakowie poseł
Jarosław Gowin. Ale rozumie decyzję premiera, bo "chodzi o to, żeby uszanować szczególny klimat tamtych dni". - Dla mnie to nie jest tchórzostwo, to jest odpowiedzialność za wspólną pamięć, którą powinniśmy ochronić przed politycznymi przepychankami - ocenił decyzję premiera.
Żalu nie kryje szef sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych. - Jako mieszkańcowi Gdańska jest mi żal. Myślę, że premierowi też - przyznał Krzysztof Lisek. Równocześnie dodaje, że "premier Tusk podjął odpowiedzialną decyzję.
Emocji nie kryje senator Jan Rulewski. - Premier dotknął między innymi moich uczuć, ponieważ ja wiążę swoje uczucia, drogę życiową z Gdańskiem. Zdaniem działacza "pierwszej" Solidarności najwięcej na zamieszaniu wokół obchodów straci związek. - Albo niektórzy w Gdańsku napili się szaleju i nie wiedzą co mówią, albo zakochali się w Lepperze. Chcą zająć miejsce Leppera. Solidarność niestety ulega lepperyzacji - powiedział Rulewski.
"Premier uległ szantażowi" Suchej nitki nie zostawił na premierze poseł PD Bogdan Lis. Wiceprzewodniczący Zarządu Regionu Gdańskiego "S" z gorącego początku lat 80. uważa, że rezygnując z uroczystości w Gdańsku premier przegrał sprawę, który mógł wygrać. Nawet jeżeli podczas obchodów doszłoby do przepychanek między protestującymi i policją. - W tej sprawie naród raczej by go poparł. Nawet gdyby watażkowie związkowi dostali łomot od policji. Według Lisa nie było powodu, żeby ulegać związkowcom. - Nie wyobrażam sobie, żeby np. szczyty organizowane przez państwa zachodnie miałby być odwołane tylko dlatego, że przyjadą alterglobaliści. Przecież to jest bezsens, idiotyzm. Na całym świecie odbywają się różnego rodzaju szczytu - ludzie protestują i nic się z tego powodu nie dzieje. Jest mi wstyd.
Także inny działacz "pierwszej" Solidarności - Andrzej Celiński - nie znajduje nic na obronę szefa rządu. - Przenosząc obchody do Krakowa, premier uległ szantażowi. Premier polskiego rządu, który bardzo wyraźnie wygrał wybory nie jest w stanie przeprowadzić swojej decyzji, bo grupa szantażystów z obecnej Solidarności stoczni gdańskiej postanawia tę uroczystość wykorzystać do swoich celów.
To nie jest powód do dumy i radości dla Krakowa Gdańszczanie się smucą, ale jak powiedział w Poranku Radia
TOK FM prof. Andrzej Zoll " nie wydaje mi się, żeby był powód do dumy i radości dla Krakowa". - To powinno być nasze ogólnokrajowe święto, a przede wszystkim święto obywateli, którzy 4 czerwca 1989 obalili komunizm. Były Rzecznik Praw Obywatelskich żałuje, że "marnujemy szansę" żeby "pokazać Europie, gdzie były źródła obalenia komunizmu".