"Słuchaj Karol, wiesz dobrze, że chodzi to, żeby Europa podziękowała polskiej Solidarności nie w Dworze Artusa, nie w muzeum, tylko na Placu Solidarności. Tam, gdzie wydarzyła się ta wielka historia" - tak według Adamowicza miały wyglądać jego rozmowy z Guzikiewiczem na temat propozycji związkowca. Zdaniem prezydenta Gdańska, żadne pomysły nie pomogą wiceszefowi Solidarności ze Stoczni Gdańsk.
- Guzikiewicz mógł odzyskać jakąkolwiek minimalną wiarygodność, gdyby wczoraj, przedwczoraj czy tydzień temu wycofał wniosek o demonstrację i powiedział: "nie robimy demonstracji w imię tego wielkiego święta". Wówczas nie byłoby tak negatywnych decyzji jak przenoszenie obchodów - mówił w
TOK FM Adamowicz.
Prezydent Gdańska przyznał, że rozważał podjęcie decyzji o zakazie przeprowadzenia związkowej manifestacji. - Ja się nie boję, czego wielokrotnie dawałem dowód. Na liście wrogów Guzikiewicza jestem pewnie na pozycji nr 2 po premierze - dodał. Podkreślił, że gdyby to od niego zależało, wszystkie uroczystości odbyłyby się w Gdańsku. Ale rozumie decyzję Donalda Tuska, bo "to premier ponosi najwyższą odpowiedzialność".
"Guzikiewicz nawet nie jest mieszkańcem Gdańska" Według Adamowicza, winę za przeniesienie najważniejszych uroczystości do Krakowa ponoszą związkowcy. - Te osoby znam bardzo dobrze, one od kilkunastu lat specjalizują się w zadymach. To takie "białe kołnierzyki" struktur związkowych, osoby które żyją z etatów związkowych - podkreślał. Zdaniem prezydenta Gdańska manifestacje i protesty to dla nich "forma uzasadnienia swojego bytu, swoich funkcji". - Skoro - jak mówił - już kilka miesięcy temu rząd przedstawił plan obchodów rocznicy 4 czerwca, to wniosek związkowców o zgodę na manifestację na Placu Solidarności "był złożony z premedytacją".
Zdaniem gościa Radia TOK FM, przez działalność związkowców straci nie tylko Gdańsk i jego mieszkańcy. - My, wszyscy Polacy, chcieliśmy, żeby 4 czerwca był radosnym świętem. Żeby na ten jeden dzień ucichły swary, spory, kłótnie. Niestety tak się nie stało - powiedział prezydent Gdańska.