61-letnia kobieta trafiła do szpitala w Mielcu z podejrzeniem zarażenia wirusem A/H1N1. Wróciła już chora ze Stanów Zjednoczonych. Potwierdzenie będzie za 48 godz., ale ordynator apeluje, żeby nie wydzwaniać do pacjentów, bo przestanie udzielać mediom informacji.
Fot. Krzysztof Koch / AG
Szpital w Mielcu. To tu leży chora na świńską grypę
Dr Józef Sznajder, ordynator oddziału zakaźnego szpitala w Mielcu, potwierdził, że 61-letnia kobieta trafiła do niego na obserwację. Według jego informacji pacjentka przyleciała do Polski 25 kwietnia z Chicago. - Wyleciała chora już ze Stanów Zjednoczonych. Występowały objawy zapalne górnych dróg oddechowych - powiedział dziennikarzom dr Sznajder. Dodał, że była już leczona przez lekarza rodzinnego w Kolbuszowej.
Nie straszyć pacjentów
Ordynator podkreślił, że ogólny stan kobiety jest dobry. Przypomniał, że okres wylęgania i leczenia trwa już 12 dni. Pacjentka pozostanie jednak na obserwacji, do czasu ostatecznego wykluczenia wirusa A/H1N1. Na wyniki trzeba poczekać do 48 godz.
Dr Sznajder pogroził też palcem dziennikarzom. - Nie można wydzwaniać do pacjentów, zakłócać ich spokój, straszyć ich. To nie jest etyczne - powiedział. Wcześniej jeden z dziennikarzy zadzwonił do syna kobiety, u której wykryto wczoraj wirusa. On też przebywa na oddziale zakaźnym. Sznajder zapowiedział, że przestanie się spotykać z dziennikarzami i udzielać informacji, jeśli takie sytuacje będą się powtarzać.