- Jest kłopot w Gdańsku jeśli chodzi o zagwarantowanie, że uroczystości będą przebiegać w taki sposób, że będą dla nas dumą a nie wstydem - powiedział wicepremier Schetyna w radiu TOK FM choć jak ognia unikał jednoznacznej odpowiedzi na pytanie, czy zapadła już decyzja o przeniesieniu uroczystości 4 czerwca do Krakowa. - Decyzję ogłosi premier przed wylotem do Pragi - to jedyna konkretna odpowiedź jakiej udzielił.
- Jeżeli stoczniowcy nie chcą z nami obchodzić tego święta to ja przyjmuję to jako fakt. Jest mi przykro, bo chcieliśmy pokazać, że wszystko zaczęło się 15 sierpnia 1980 roku w stoczni. Jeśli nam się nie uda, to jest to nasza wspólna porażka - ocenił Grzegorz Schetyna. Wicepremier i szef MSWiA podkreślił, że dotychczasowe próby porozumienia się ze związkowcami nie przyniosły efektu. - Prezydent Adamowicz wielokrotnie rozmawiał ze stoczniowcami i prosił. I nawet on się poddał, nie dał rady - człowiek wielkiej cierpliwości. - Mamy kompletnie różne stanowiska i nie ma porozumienia. Niestety, ale też trzeba szanować decyzję innych - dodał.
"Świat na nas patrzy"
Zdaniem Grzegorza Schetyny obchody rocznicy wyborów 4 czerwca to zły moment na demonstracje i protesty. - Źle by się stało, gdyby świat zobaczył że w rocznicę upadku komunizmu w Polsce dochodzi do protestów i zadym. Uważaliśmy że to powinien być dzień, w którym wszyscy będziemy razem. Świat patrzy na nas - jak zareagujemy - mówił.
Wicepremier i szef MSWiA przyznał, że rozważanie decyzji o przeniesieniu obchodów z Gdańska do Krakowa nie jest łatwe. - Wszystko kosztuje. Taka decyzja jeżeli będzie podjęta zawsze będzie bolesna. Ale ten rząd się nie boi. Będzie rozmawiał i podejmie decyzję - mówił. - To nie jest tak, że kilkudziesięciu stoczniowców obaliło komunizm, tych którzy dziś pracują w gdańskiej stoczni. To jest sukces Polski i nasze wielkie doświadczenie i wspólnie musimy je obchodzić. Mam nadzieję, że przyjdzie refleksja i tak się stanie - dodał.