Szczyt Partnerstwa Wschodniego będzie kulminacyjnym punktem czeskiego przewodnictwa w UE rządu Mirka Topolanka. Czesi od początku podkreślali, że zacieśnianie więzi ze wschodnimi sąsiadami UE to jeden z głównych priorytetów ich przewodnictwa. Ale osłabionemu Topolankowi, którego jeszcze w tym tygodniu zastąpi nowy premier Jan Fischer, nie udało się namówić do przyjazdu do Pragi wszystkich przywódców państw UE, a zwłaszcza tych największych.
Szczyt tylko ze wschodnimi przywódcami "Istnieje ryzyko, że lista obecności na szczycie może sprawiać wrażenie, iż tylko wschodnie kraje UE interesują się Partnerstwem Wschodnim" - przyznały jeszcze w poniedziałek źródła w Komisji Europejskiej.
Udział potwierdziła kanclerz Niemiec Angela Merkel, która zawsze wiele wagi przywiązywała do wschodniego wymiaru polityki zagranicznej UE, a także premier Polski Donald Tusk i Szwecji Frederik Reinfeldt, czyli autorzy zainicjowanej wiosną ubiegłego roku propozycji PW.
W komplecie mają być przywódcy Grupy Wyszehradzkiej i krajów bałtyckich.
Zabraknie natomiast "wielkich": prezydenta Sarkozy'ego oraz premierów Browna i Zapatero. Francję reprezentować będzie premier Francois Fillon, a Wielką Brytanię i Hiszpanię szefowie MSZ. Z powodu głośnego sporu małżeńskiego, do Pragi raczej nie przyjedzie premier Włoch Silvio Berlusconi.
Tymczasem na inaugurującym w ubiegłym roku szczycie Unii dla Śródziemnomorza w Paryżu z przywódców państw i rządów "27" zabrakło tylko czeskiego premiera Topolanka.
"To nie ma znaczenia. I tak Partnerstwo Wschodnie ma dużo większe szanse na sukces niż Unia dla Śródziemnomorza, kompletnie zablokowana sporem na Bliskim Wschodzie" - powiedziały źródła w KE. Od paryskiego szczytu w lipcu ubiegłego roku w sprawie Unii dla Śródziemnomroza praktycznie nie nastąpił żaden postęp - dodały ironicznie. Nie pomaga fakt, ze Unia dla Śródziemnomorza ma specjalny sekretariat z siedzibą w Barcelonie.
Na szczyt inauguracyjny PW niemal w komplecie stawią się przywódcy zaproszonych wschodnich krajów sąsiedzkich. Akredytowali się prezydenci Armenii, Azerbejdżanu, Gruzji i Ukrainy (z tego ostatniego kraju będzie zarówno prezydent Wiktor Juszczenko, jak i premier Julia Tymoszenko). Tylko Białoruś i Mołdawia będą reprezentowane na poziomie wicepremierów, co zresztą nikogo nie martwi, bo do obu krajów jest wiele zastrzeżeń co do przestrzegania zasad demokracji i praw człowieka.
Wsparcie w ramach Partnerstwa Wschodniego Partnerstwem Wschodnim ma zarządzać
Komisja Europejska, a dokładnie wydział, który od lat zajmuje się Europejską Polityką Sąsiedzką. Jej eksperci zapewniają, że konkretne projekty ruszą lada chwila i będą dotyczyć współpracy energetycznej, ochrony granic, wsparcia prorynkowych reform, budowy infrastruktury, wymiany studentów.
PW ma sprzyjać stabilności i dobrobytowi u wschodnich sąsiadów UE. Inicjatywa przewiduje wzmacnianie współpracy zarówno w wymiarze pogłębionych stosunków dwustronnych (przez zawarcie umów stowarzyszeniowych), jak też wielostronnej współpracy regionalnej.
UE obiecuje też swym wschodnim partnerom jako "długoterminowy cel", "liberalizację wizową" oraz utworzenie strefy wolnego handlu. Choć nie daje szóstce perspektywy członkostwa w UE, to przewiduje jej stopniową i daleko idącą integrację z unijnymi programami, gospodarką i prawem.