Demonstrować trzeba, bo jak stwierdził Guzikiewicz "rząd tak naprawdę nie walczy z kryzysem" tylko "walczy z pracownikami na ulicach". - To historyczne miejsce nie jest miejscem, w którym rząd powinien sobie robić kampanię wyborczą - dodał. Zdaniem związkowca protestować trzeba, bo "w Polsce jest obecnie najgorsza sytuacja w Europie, jest najwięcej zwalnianych pracowników ze względu na kryzys".
Karol Guzikiewicz nie kryje antypatii wobec rządzących. "20 lat temu nosił do stoczni żywność i ulotki, a dziś zapomniał skąd się wywodzi, zapomniał o stoczniowcach - używa retoryki stanu wojennego, obraża" - to jego ocena premiera Tuska. Porównania do metod stosowanych w stanie wojennym są jego zdaniem całkowicie uprawnione.
Gdyby nie "prowokacja rządu" to demonstrujący przed Pałacem Kultury i Nauki w Warszawie nie trafili by do szpitala "nie z tytułu pobicia tylko z tytułu poparzeń" - uważa. - Pod Pałacem zrobiono sobie poligon doświadczalny. Ta zadyma była sprowokowana. Użyto siły tak jak w stanie wojennym. Może ktoś kiedyś powie, czego tam użyto, bo to na pewno nie był gaz pieprzowy - mówił.
Przypomnijmy - podczas ubiegłotygodniowej demonstracji zorganizowanej przez stoczniowców z Gdańska, poszkodowanych zostało 25 osób, w tym pięciu policjantów. Według Guzikiewicza wczoraj ostatni ze stoczniowców wyszedł ze szpitala.