Łatwa matura to kpina z państwa

Jacek Zawadzki, Gazeta.pl; materiał wideo: Anita Kozłowska
05.05.2009 , aktualizacja: 05.05.2009 16:41
A A A Drukuj
Łatwy egzamin maturalny podważa autorytet państwa - uważa prof. Nasiłowska, literaturoznawca. Centralna Komisja Egzaminacyjna argumentuje, że uczeń mógł się jednak wykazać wiedzą. Tylko czy wtedy w ogóle zdałby maturę?
IV LO w Białymstoku
Fot. Agnieszka Sadowska / AG
IV LO w Białymstoku
Matura z języka polskiego była zbyt łatwa - alarmują poloniści. Uczniowie są zadowoleni, bo nie musieli za bardzo się wysilić, a są pewni zdania.

Krzysztof Konarzewski, dyrektor Centralnej Komisji Egzaminacyjnej, odpiera zarzuty i przekonuje, że poziom egzaminu był optymalny. Podkreśla, że to poziom podstawowy, który z założenia miał być łatwiejszy. Apeluje jednak, żeby poczekać na ostateczne wyniki, bo wtedy okaże się, że wiele osób i tak sobie nie poradziło.



Uczeń mógł się przecież wykazać

Dyrektor CKE w rozmowie z portalem Gazeta.pl zasugerował również, że jeśli uczeń wykonał minimalną pracę, czyli oparł się tylko na tekście zamieszczonym w arkuszu, to nie dostanie maksymalnej liczby punktów. - Żeby dobrze odpowiedzieć na to pytanie trzeba było znać "Pana Tadeusza" i wiedzieć z grubsza w jakiej sytuacji Mickiewicz pisał to dzieło i jak ono się ma do tradycji romantycznej. Żeby to zauważyć trzeba było naprawdę znać kontekst historyczno literacki - - wyjaśnia Konarzewski.

Problem w tym, że pytanie egzaminacyjne było dość precyzyjnie sformułowane: "Na podstawie podanych fragmentów poematu Adama Mickiewicza >>Pan Tadeusz<< scharakteryzuj i porównaj postacie Zosi i Telimeny."

Ambicja może zostać ukarana

- Nie widzę miejsca na szerszą wypowiedź - mówi prof. Anna Nasiłowska, literaturoznawca z Polskiej Akademii Nauk. Co by się stało, gdyby uczeń przeanalizował np. rolę kobiety w romantyzmie? - Można się spodziewać, że nauczyciel powie "to nie na temat" - odpowiada prof. Nasiłowska. - Jednym z warunków dobrego testu jest przewidywalność - dodaje.

Wszystko z powodu klucza, na podstawie którego są oceniane prace maturalne. Krzysztof Konarzewski również przyznał, że nie wiadomo jak zostałaby oceniona praca ambitnego ucznia, który chciałby się wykazać szeroką znajomością tematu. W skrajnym przypadku mógłby nawet nie zdać egzaminu maturalnego.

Taka możliwość została już nawet udowodniona. - Prof. Andrzej Fabianowski zrobił eksperyment i sprawdził czy da się tak rozwiązać test, żeby odpowiedzi były poprawne, a nawet wybitne, ale poza kluczem. Udało się - opowiada prof. Nasiłowska. Według niej klucz promuje przeciętność i przewidywalność.

Matura to kpina z państwa

Nowy egzamin maturalny był m.in. odpowiedzią na wyniki badań, które wykazały, że Polacy nie rozumieją słowa pisanego. Trudności może sprawiać nawet zwykła instrukcja obsługi sprzętu gospodarstwa domowego. Dodatkowo wielu Polaków po ukończeniu edukacji już w ogóle nie kontaktuje się ze słowem pisanym.

- Takie egzamin maturalny nie powoduje, że Polacy zaczną lepiej rozumieć teksty - argumentuje prof. Nasiłowska. Według niej, egzamin w takiej postaci jest podważeniem autorytetu państwa. - Matura to jest egzamin państwowy - przypomina. Apeluje, żeby walczyć o podwyższenie poziomu kultury humanistycznej Polaków, o promowanie czytania.

- Nie jestem za tym, żeby likwidować podstawowy poziom - podkreśla literaturoznawca. Według niej powinien on jednak polegać na egzaminowaniu z elementarnej wiedzy nt. tradycji polskiej, literatury. - To przepustka do świata ludzi dojrzałych, kulturalnych. To nie jest prawda, że jak ktoś jest inżynierem, to jest mu to niepotrzebne. Nie wolno z tego rezygnować - przekonuje prof. Nasiłowska.

Nie sprawdzać rozumienia, ale wprowadzić rozprawkę

Nie ma już sensu wracać do starej formy egzaminu maturalnego z języka polskiego. Tym bardziej, że pierwszym złem są już 3-letnie licea, w których nie ma czasu na program historyczno-literacki. Egzamin maturalny powinien jednak się zmienić.

- Trzeba absolutnie zrezygnować z rozumienia tekstu pisanego. To jest sprawdzane w teście gimnazjalnym - wyjaśnia prof. Nasiłowska. Według niej powinna się pojawić rozprawka, w której zadanie jest otwarte np. "posługując się odwołaniami do co najmniej dwóch lektur, rozwiń następujący temat". - To promuje pewną samodzielność. Uczeń musi wybrać lektury i dopasować je do tematu, a potem umieć przekonująco rozwinąć myśl - mówi prof. Nasiłowska.

Takie rozwiązanie będzie wymagało od maturzysty znajomości lektur. Teraz uczniowie otwarcie przyznają się, że nie czytają lektur szkolnych. Niektórzy z absurdalnych powodów. - Nie podoba mi się forma tego dzieła - powiedział nam w dniu egzaminu z j. polskiego jeden z warszawskich maturzystów.

Teraz uczeń, który przeczytał lekturę jest czasami w gorszej sytuacji, niż ten, który czytał bryk. W opracowaniu fabuła jest podana na tacy. - Jak się czytało powieść, to się obcuje z nastrojem, językiem i całym morzem zjawisk - przekonuje prof. Nasiłowska.

Podziel się