Zdaniem Wałęsy 3 tys. zł prezydenckiej emerytury, którą teraz dostaje, to grubo za mało na utrzymanie rodziny. - To mi nie wystarcza, by dom utrzymać, by ubranie co jakiś czas kupić. To są większe wydatki, gdy człowiek wcześniej był kimś takim: bo ludzie przyjeżdżają, bo trzeba gdzieś wyjechać..I tego jest naprawdę za mało - przyznał. - Ja jestem jednak idealistą, o pieniądzach nie mówię, nie będę o nie prosić, ale dorabiać będę jak mi siły wystarczy - zapowiedział. W ten sposób były prezydent wytłumaczył też swój udział w rzymskim kongresie eurosceptycznej partii Libertas, na którym był gościem specjalnym.
Wałęsa przyznał, że za udział w kongresie przyjął honorarium, wytłumaczył jednak, że nie oznacza to poparcia dla partii Declana Ganleya. Media rozpisują się, że może chodzić nawet o 50 tys. euro. Wałęsa szczegółów nie zdradza.
Kongres rozpoczynał ogólnoeuropejską kampanię partii irlandzkiego milionera do Parlamentu Europejskiego. Jak podkreślano w programie zjazdu, były prezydent Polski miał być "wielką niespodzianką" piątkowego zjazdu Libertas. Jego wystąpienie usiłowała przerwać grupa Polaków, którzy krzyczeli " Lechu Bolek" i "Zdrajca".
- Nie można mi zabronić mówienia. Są ludzie, którzy uciekają, boją się, lekceważą. W ten sposób pracują i popierają poprawność polityczną. Natomiast ja wchodzę do ognia i mierzę się na argumenty. I na razie nie przegrałem - mówił Wałęsa dla
TOK FM. - Powiedziałem, że jestem z oficjalnej Unii, że buduję Unię, że jestem w grupie refleksyjnej. Ja tu niczego nie zdradziłem, tylko powiedziałem, co mam do powiedzenia. Mało tego, nawet w gorsze grupy będę wchodził, by dobrze służyć Europie.