Wałęsa był gościem specjalnym i - jak podkreślano w programie - "wielką niespodzianką" piątkowego zjazdu Libertas. Jego wystąpienie usiłowała przerwać grupa Polaków, którzy krzyczeli
"Lechu Bolek" i "zdrajca" Były prezydent zareagował bijąc brawo i dyskutował z zebranymi.
Wystąpienie Wałęsy na kongresie wywołało liczne komentarze. Wynagrodzenie tylko za to, co jest trudne Były prezydent
Lech Wałęsa przyznał, że przyjął honorarium za udział w międzynarodowym zjeździe partii Libertas w Rzymie, natomiast nie wziął nic za swoje wystąpienie na kongresie Europejskiej Partii Ludowej, bo - jak wyjaśnia - "popierać poprawnych politycznie to żadna sztuka". - Natomiast tu (zjazd Libertas - red.) widać, ile muszę siły wnieść, by udowodnić, że warto, że należy, że trzeba się starać" - mówił. "Tu mnie dopiero kosztuje i za ten koszt, który będę musiał ponosić, a nawet wygłupy tych czterech ludzi, to wszystko kosztuje, więc nie można tego za darmo puścić - dodał na antenie
radia RMF FM.
Wałęsa zaprzeczył, żeby popierał Libertas.
Dla pieniędzy? - Za darmo tego nie zrobiłem - powiedział Lech Wałęsa w
TVN 24 o swoim wystąpieniu na międzynarodowym zjeździe Libertas, który odbył się 1 maja w Rzymie. Kongres rozpoczynał ogólnoeuropejską kampanię partii irlandzkiego milionera do Parlamentu Europejskiego. Pytany o sumę, były prezydent stwierdził tylko: - W Polsce zarabiam około 3 tys. zł, to mi nie wystarcza. Muszę przecież utrzymać dom i znośnie żyć - powiedział b. prezydent.
"Dziennik" pytał go, czy może chodzić o 50 tys. euro: - Tak nisko mnie cenicie? Pan musi rok pracować na to, co ja zarobię za jeden wykład. Były prezydent zapewniał na łamach gazety, że nie pojechał wzmocnić ugrupowania Declana Ganleya, tylko mówić o nowych rozwiązaniach, które pomogłyby lepiej funkcjonować Europie.