"Zaproszenie Wałęsy to sztuczka Ganleya"

mar, PAP
03.05.2009 , aktualizacja: 03.05.2009 16:29
A A A Drukuj
Mianem "sztuczki Ganleya" określił w Krakowie Wojciech Wierzejski zaproszenie Lecha Wałęsy na kongres partii Libertas, który w piątek odbył się w Rzymie.
Wojciech Wierzejski
Fot. Michał Mutor / AG
Wojciech Wierzejski
Według lidera LPR, udział w kongresie Lecha Wałęsy, cieszącego się na świecie dużym autorytetem, zaowocował otwarciem się mediów na Libertas.

- Wałęsa obok Dalajlamy jest uważany poza Polską za autorytet na skalę światową, który obalił komunizm, wprowadził wolność i demokrację. Jak to jest, my sami znamy prawdę lepiej. Nie ulega jednak wątpliwości, że Wałęsa na świecie jest kojarzony jako wielki autorytet, a nas od razu te wrogie media na Zachodzie i w kraju szufladkowały, że jesteśmy skrajną prawicą - przekonywał dziś Wierzejski podczas otwarcia kampanii wyborczej Libertas w Małopolsce.

- I ten Wałęsa, którego 20 lat krytykowaliśmy - za Okrągły Stół, za porozumienie z komunistami, za ochranianie układów przez wiele lat i żyrowanie nieuczciwej prywatyzacji - ten sam Wałęsa pojechał na kongres i odblokował wszystkie media w Polsce i w Europie. Od kiedy on się na tym kongresie pojawił, media - które w kraju go pompowały przez kilka lat, jako największego guru - wstrzymały oddech. To była sztuczka, którą tylko Ganley potrafił zrobić, bo nas na to nie byłoby stać - ocenił Wierzejski.

Lider LPR podkreślił przy tym, że polscy uczestnicy tego kongresu nie mieli nic wspólnego z zaproszeniem Wałęsy, bo byłego polskiego prezydenta zaprosił szef partii Libertas, Declan Ganley.

- Wałęsa, paradoksalnie szkodzący w różnych okresach swojego życia sprawom Polski, teraz stał się osobą, która de facto politycznie nam pomogła, a my Polacy nie ponosimy za niego odpowiedzialności, a nawet niektórzy dopuścili się tam incydentów i zaczęli go wygwizdywać i pytać, co ze stoczniami - stwierdził lider LPR.

Wojciech Wierzejski startuje w wyborach do Parlamentu Europejskiego z pierwszego miejsca listy Libertas w Małopolsce i na Kielecczyźnie.

Podziel się