Gotycka wieża książęca wybudowana w XIV wieku skrywa średniowieczne freski przedstawiające historię Lancelota z Jeziora. Są to - według badaczy - jedyne świeckie polichromie opisujące fragmenty legendy arturiańskiej tak daleko wysunięte na wschód Europy.
Historia pewnej miłości W malowidłach zawarta jest opowieść o początku kariery Lancelota i jego drodze do rangi najlepszego rycerza świata. Mówią też o jego grzesznej miłości do królowej Ginewry, o początkach i smutnym końcu tego romansu.
- Kiedyś to wszystko było zamknięte, niedostępne, gdy działał PGR - powiedziała Agnieszka Ludkiewicz, kierowniczka obiektu. 0 PRL przejął po Niemcach gotowy folwark, obiekt powoli popadał w ruinę. Dwór funkcjonował jako obiekt mieszkalny, natomiast wieża albo stała pusta, albo pełniła funkcję spichlerza. Na parterze ponadto urządzono skład węgla - opowiadała.
Jeszcze do niedawna przypuszczano, że przedstawiona na malowidłach historia dotyczy fundacji klasztoru cystersów w Krzeszowie przez Piastów Świdnicko-Jaworskich lub św. Krzysztofa. Niektórzy próbowali wiązać obrazy z cyklem o Królu Arturze, ale nie potrafili ich dokładnie odczytać i sugerowali, że malowidła mówią o Iwainie, Galahadzie lub innych rycerzach Okrągłego Stołu.
Sześć wieków freski czekały na swój czas Dopiero w 1986 dr Jacek Witkowski z Instytutu Historii Sztuki Uniwersytetu Wrocławskiego przyglądając się freskom z zupełnie innej perspektywy wysunął hipotezę, że mówią one o Lancelocie z Jeziora.
Witkowski podkreśla, że siedlęcińskie malowidła są jednym z nielicznych zachowanych na świecie zabytków ilustrujących legendy arturiańskie czy w ogóle romanse średniowieczne.
- W średniowieczu były na zamkach francuskich malowidła ścienne albo tapiserie z historiami Lancelota, ale żadne nie zachowały się do naszych czasów. Żaden taki zabytek nie przetrwał - podkreślił.
Turyści byli. Za PRL Agnieszka Ludkiewicz wspominała, jak w czasach PRL do wieży przyjeżdżały wycieczki m.in. PTTK i otrzymywały klucze oraz świeczki, aby obejrzeć wieżę. Wchodziło się wówczas na krótko na piętro z freskami i zaraz wracało.
Do historii przeszła jedna z mieszkanek pegeerowskiego budynku, która sprawowała pieczę nad kluczem do bramy wieży. Według opowieści, pilnowała go jak lwica swoich małych. Z czasem stało się tradycją, że mieszkańcy dworu zajmowali się obsługą ruchu turystycznego.
W 1998 roku wieża siedlęcińska o mało nie spłonęła. Gdy ówczesna właścicielka, która nabyła zabytek od Agencji Mienia Rolniczego, chcąc reanimować obiekt zorganizowała turniej rycerski, goście zaprószyli ogień i na górnych piętrach wybuchł
pożar. Częściowo zarwał się strop, a powstała wówczas dziura w dachu tkwiła tam przez 10 lat.
W 2001 r. wieżę rycerską przejęła zajmująca się ochroną zabytków Fundacja Zamek Chudów, która w 2006 roku zorganizowała prace konserwatorskie przy freskach. Projekt uzyskał wsparcie finansowe ministerstwa kultury.
Fundacja też powoli przywraca świetność pozostałym obiektom. W 2003 roku przejęła zrujnowany folwark, a rok później - barokowy dwór.
Naukowcy zbadają fosę Od 2008 r. przy wieży w ramach praktyk studenckich trwają wykopaliska archeologiczne prowadzone wspólnie przez Uniwersytet Jagielloński i Uniwersytet Wrocławski. W ubiegłym roku przebadano część piwnic. W tym roku będzie przeszukiwana fosa.
Badania dendrochronologiczne wykazały, że najstarsze belki stropowe wieży pochodzą z 1313 roku - wtedy najprawdopodobniej na zlecenie księcia jaworskiego Henryka I rozpoczęto budowę. Pierwotnie miała ona cztery kondygnacje, z czego dwie dolne przeznaczone były na pomieszczenia gospodarcze, a trzecią i czwartą zajmowali właściciele. Polichromie na drugim piętrze namalowano około roku 1345.
W 1368 roku wdowa po Bolku II, księżna Agnieszka sprzedała wieżę swemu dworzaninowi z rodu von Redern. Od 1732 do 1945 roku budowla znajdowała się w rękach śląskiego rodu Schaffgotschów.