Kongres Europejskiej Partii Ludowej w Warszawie trwał dwa dni. Do Polski przyjechali przywódcy wielu europejskich państw - m.in. Gordon Brown, Angela Merkel czy Silvio Berlusconi.
Związki zawodowe sympatyzujące z PiS zorganizowały potężną demonstrację w samym centrum Warszawy, pod Pałacem Kultury, w którym spotkali się europejscy politycy. Płonęły
opony, doszło do przepychanek z policją.
Muszę być wyrozumiały - Harce PiS nie służą Polsce. Ci wszyscy którzy widzą swoją szansę w niepowodzeniach Polski nie są zadowoleni, że przywódcy najważniejszych państw gościli przez dwa dni w Warszawie. Ich obecność miała podkreślić znaczenie Polski w przyszłej grze o Europę i władzę w niej. Nie będę złośliwie komentował działań Prawa i Sprawiedliwości. Muszę być wyrozumiały - mówił premier Donald Tusk.
Tusk puchnie z dumy i kongres uważa za nasz wielki sukces. - O Polsce i Polakach padło wiele dobrych słów - mówił premier - Jesteśmy kluczowym państwem w Unii Europejskiej i znakiem optymizmu dla wszystkich, co ważne zwłaszcza w czasach kryzysu - podkreślił D. Tusk.
- To spotkanie jest sukcesem Polski, z którego mogłyby skorzystać wszystkie partie - dodał Tusk.
Powodem do dumy ma być historia ostatnich lat, w której ważną rolę odgrywają
papież Jan Paweł II i
Lech Wałęsa.
Gra o pozycję Polaków to misterna i skomplikowana akcja, ale zdaniem premiera budzi pozytywne reakcje "starej Europy" - Jest zgoda na to, żeby Ci, którzy są w UE od pięciu lat powinni nadawać ton w Unii - mówił Tusk.
Kampania kampanią, ale są pewne granice - To nie ułatwia pracy, jeśli ktoś w zacietrzewieniu chce skarżyć wspólnotę polityczną, od której zależy przyszłość Polski i Europy. Oczekuję, żeby nasi polityczni oponenci jednoczyli się wokół celów narodowych. Nawet w czasach kampanii wyborczej. Tego wymaga polska racja stanu - mówił premier. - Rozumiem, kiedy liderzy PiS walą po głowie bez opamiętania swoich oponentów w sprawach krajowych. Ale do niedawna w Polsce panowała zasada, że staramy się nie używać argumentów, które osłabiają naszą pozycję na arenie międzynarodowej. Mam wrażenie, że niektórzy politycy opozycji zapomnieli się. Tego typu harce w czasie uroczystości Polsce nie służą - mówił Donald Tusk.
Policja robiła, co do niej należy Premier powtórzył, że MSWiA jest w stanie przeanalizować każdą sekundę pracy policji podczas manifestacji w Warszawie. Podczas środowej manifestacji związkowców w Warszawie doszło do przepychanki z policją.
Zdaniem związków zawodowych doszło do złamania prawa. Jego zdaniem wszystko było zrobione w sposób właściwy. Policja nie prowokowała żadnych zajść - zapewnił premier.