Adam Hodysz, jako oficer
SB miał odwagę pracować dla "Solidarności". Zapłacił za to czteroletnim więzieniem. Teraz wolna Polska nie chce mu wydać dokumentów, bo dla
IPN jest zwykłym esbekiem, któremu te akta się nie należą - pisze "Gazeta Wyborcza".
Adam Hodysz w końcu lat 70-tych zaczął współpracować z opozycją, choć był kapitanem gdańskiej Służby Bezpieczeństwa.
Esbek idzie do więzienia za pomaganie opozycji Członkom "Solidarności" mówił gdzie i kiedy można spodziewać się rewizji i kto budzi szczególne zainteresowanie esbeków. Informował też, kto jest wtyczką w środowisku opozycyjnym. Jego pomoc skończyła się jesienią 1984 r., kiedy został skazany na sześć lat więzienia.
Hodysz był ostatnim więźniem politycznym PRL. Ludzie "Solidarności" namówili go, żeby został w bezpiece. Każdy "swój" po drugiej stronie barykady był niezwykle cenny. Teczki nie dla esbeka "Gazeta Wyborcza" pisze, że Hodysz, dzisiaj emeryt, od 2006 r. próbuje w IPN uzyskać materiały dokumentujące jego działalność dla niepodległości Polski. Ale IPN odmawia. Wydano mu tylko część akt śledztwa i procesu, w którym został skazany. Jednocześnie uznano, że nie ma prawa otrzymać akt z okresu, gdy był „agentem » Solidarności «w SB”. Dla IPN ważniejsze jest, że formalnie pracował wówczas w bezpiece.
Tak uznał IPN w Gdańsku, nie pomogło też odwołanie do Janusza Kurtyki. Pismo z 8 kwietnia 2009 r. na papierze firmowym Kurtyki podpisał wiceszef IPN Franiszek Gryciuk.
Ten sam, który chciał usunięcia z wykazu ulic w Klimontowie Brunona Jasieńskiego. Po opisaniu sprawy przez media, IPN stwierdził, że Jasieński, jednak jest w porządku.
Gryciuk beznamiętnie wylicza ustawowe powody, dla których Hodysz jako esbek nie może otrzymać akt o które prosi, bo "wytworzył je", będąc funkcjonariuszem. Z dokumentu Hodysz może się dowiedzieć, że "organ nie ustala faktów na podstawie dokumentów, lecz odnosi się jedynie do tego, co z tych dokumentów wynika". Nie pisze też o jego zasługach na rzecz niepodległej Polski.
Borusewicz: bez niego opozycja nie mogłaby działać Marszałek Borusewicz jest zszokowany sposobem, w jaki potraktowano Hodysza.- Bez niego w ogóle nie moglibyśmy w Gdańsku działać, został potraktowany jak zwykły esbek. Nawet jeżeli uznano, że nie ma możliwości udostępnienia mu tych dokumentów, to prezes Kurtyka powinien go zaprosić na rozmowę, wyrazić ubolewanie i jednak znaleźć jakiś sposób. To, jak postąpiono z Hodyszem, jest dla niego uwłaczające. Prezes IPN tak jak wszyscy Polacy powinien być wdzięczny takim ludziom - powiedział "Gazecie" Borusewicz.
Decyzja, choć w pierwszym piśmie została określona jako "ostateczna", zmieniła się po tym, jak o wyjaśnienie sprawy zwrócili się dziennikarze. Więcej na ten temat pisze "GW"