Snopy iskier sypiące się spod kół i kompletnie rozbity przód. Takim samochodem jechał wprost na policjantów mieszkaniec jednej z lubelskich wsi. Gdy próbowali go zatrzymać, tylko dodał gazu.
Potem było jeszcze ciekawiej. Samochód skręcił na pobliską posesję i zatrzymał się na zamkniętej bramie. Wydobyły się z niego potężne kłęby dymu. Policjanci rzucili się ratować kierowcę, bo wszystko wskazywało na to, że samochód zapłonie żywym ogniem.
Ale kierowca wcale nie chciał pomocy. Rzucił się na jednego z policjantów grożąc, że go zabije. Sklął ich. I próbował wyładować złość na radiowozie.
Okazało się, że krewki 45-latek jest kompletnie pijany. Trafił do policyjnego aresztu. Za prowadzenie po pijanemu, znieważenie i próbę pobicia policjantów grożą mu trzy lata więzienia.