- Informowałam, że Kamil ma na swoim koncie 30 napadów na kobiety i starców we Wrocławiu. Zabierał im torebki i portfele. Miał też doświadczenia z narkotykami - opowiada Barbara Tlałka, dyrektor domu dziecka. Jak donosi "Gazeta Wyborcza" kobieta od grudnia zeszłego roku słała żądania do Sądu Rodzinnego w Lesznie o natychmiastowe zabranie chłopaka z placówki.
Tlałka odpowiedzialnością za śmierć Weroniki obarcza Leszeński sąd.
Wiceprezes Sądu Rejonowego w Lesznie sędzia Zygmunt Przytulski mówi: - Czytałem akta sprawy, pani dyrektor Tlałka zrobiła wszystko, co było w jej mocy. Na pytanie czemu sędzia, który orzekał w sprawie, odrzucił żądanie Tlałki i nie przeniósł Kamila do innej placówki, odpowiada: - Czekał, aż chłopak przejdzie badania, ale nie można było ich przeprowadzić, bo Kamil uciekał. - Bez badań nie można podjąć decyzji - dodaje.
9-letnia Weronika tak jak Kamil mieszkała w domu dziecka we Wschowie. W zeszłą sobotę bawiła się na placu zabaw. Kilka godzin później nikt nie wiedział, gdzie się podziała.
Ciało dziewczynki znaleźli policjanci w opuszczonym bloku na obrzeżach miasteczka. Dziewczynka miała skrępowane rączki. Usta zakneblowane kawałkiem ubrania. Dzieci powiedziały policji, że Weronika opuściła plac zabaw razem z Kamilem. Podczas przesłuchania 15-latek przyznał się do zabójstwa.
Przeczytaj więcej w artykule "Gazety Wyborczej" "Zamknijmy domy dziecka" Według gościa
TOK FM Edwarda Orpika z Powiślańskiego Towarzystwa Społecznego, zdarzenie, które miało miejsce we Wschowie świadczy o złym i wymagającym natychmiastowej reformy systemie wsparcia rodziny. - Podstawową rzeczą potrzebną w wychowaniu jest więź. W domach dziecka nie ma żadnych więzi - mówił.
- Umieszczenie małego dziecka w domu dziecka to zbrodnia - stwierdził Orpik. - Małe dzieci umieszczane w domach dziecka mają w mózgach zmiany, które powodują, że różne obszary mózgu nie pracują. Te dzieci na samym starcie są przegrane - wyjaśnił.
Zdaniem Orpika "w obecnym układzie placówki demoralizują", a noclegownie i schroniska dla bezdomnych pełne są wychowanków domów dziecka.
Gość TOK FM podkreślił, że tzw. rodzin zmarginalizowanych, z których wyrastają nieszczęścia takie jak to we Wschowie, jest coraz więcej. - Tego typu ludzi, funkcjonujących na granicy, jest około 5 mln. To nie żaden margines - dodał.