4 czerwca zagłosujemy przez internet. Na razie testowo...

Jacek Zawadzki, Gazeta.pl; materiał wideo: Anita Kozłowska
28.04.2009 , aktualizacja: 28.04.2009 19:04
A A A Drukuj
Już 4 czerwca będziemy pierwszy raz głosować z własnych komputerów. Na razie tylko testowo, ale to pierwszy krok na drodze do wyborów przez internet. Jeżeli system przygotowany przez stowarzyszenie "Polska Młodych" sprawdzi się, tylko od polityków będzie zależało, kiedy komputery będą mogły zastąpić urny do głosowania.
Od lewej: Filip Zagórski i prof. Mirosław Kutyłowski, współtwórcy bezpiecznej metody głosowania przez internet
Fot. Gazeta.pl
Od lewej: Filip Zagórski i prof. Mirosław Kutyłowski, współtwórcy bezpiecznej metody głosowania przez internet
ZOBACZ TAKŻE
Pierwsze w głosowanie internetowe Polaków będzie dotyczyło najważniejszego celu dla Polski na następne 20 lat. Siedmiu "kandydatów" wyłoni wcześniej specjalny "Okrągły Stół" ludzi mediów, artystów, związkowców i pracodawców. To inicjatywa stowarzyszenia "Polska Młodych", które również doprowadziło do opracowania prototypu systemu do głosowania przez internet. Zamiast w wyborczą niedzielę iść do komisji i skreślać nazwiska kandydatów, będzie można zagłosować przy użyciu własnego komputera.



Młodzi biorą sprawy w swoje ręce

- Dostrzegliśmy, że są grupy osób, które napotykają na utrudnienia w dostępie do prawa wyborczego, które jest zapewnione w konstytucji. Postanowiliśmy, że trzeba te bariery zneutralizować - wyjaśnia w rozmowie z portalem Gazeta.pl Urszula Ciółko ze stowarzyszenia "Polska Młodych".

Postanowili wykorzystać do tego celu internet. Pomysł głosowania przez internet, tzw. e-votingu, nie jest w Polsce nowy, ale ciągle boryka się z problemami.

Dotychczas główna obawa dotyczyła bezpieczeństwa. Przeciwnicy twierdzą, że głosowanie przez internet nie zapewni anonimowości oraz będzie podatne na manipulację. Zwolennicy podkreślają, że e-voting pozwoli zahamować spadek frekwencji, która jest spowodowana nie tylko zniechęceniem do polityki, ale także względami logistycznymi.

Przełamać bariery

Coraz więcej Polaków studiuje i pracuje poza miejscem swojego zamieszkania. Teraz, żeby zagłosować muszą dopisywać się do listy wyborców w miejscu pobytu lub jechać do swojego miejsca zameldowania. Nie wiadomo dokładnie ilu osób dotyczy ten problem, ale może być ich nawet kilka milionów.

Przemieszczanie się wyborców to także problem dla administracji państwowej. W wyborach parlamentarnych w 2007 r. w kilku warszawskich komisjach wyborczych zabrakło kart do głosowania z powodu niedoszacowania liczby wyborców. Wiele osób przyszło tam po prostu z zaświadczeniami o prawie do głosowania.

Głosowanie przez internet to także ułatwienie dla ludzi niepełnosrawnych. Dzisiaj często nie mogą oddać głosu, bo do lokalu komisji nie da się wjechać wózkiem inwalidzkim.

Badacze społeczni uważają też, że zrównanie tradycyjnej karty do głosowania z komputerem spowodowało by włączenie się do życia politycznego młodych ludzi, dla których internet jest naturalnym środowiskiem funkcjonowania.

Oprócz techniki potrzeba zaangażowania polityków

Powstanie prototypu systemu e-głosowania nie oznacza jednak, że już w najbliższych wyborach zamiast do iść urn zasiądziemy przed klawiaturami. - To jest akademicki prototyp, a nie gotowy system komercyjny - podkreśla prof. Mirosław Kutyłowski, współautor koncepcji systemu. Do finalnej wersji jest jeszcze długa droga, choć pierwszy krok został zrobiony. - Już wiemy jak zbudować most - dodaje prof. Kutyłowski.

Profesor zauważa, że najpierw rząd musi rozstrzygnąć problem identyfikacji wyborcy. Co prawda na świecie są systemy głosowań, nawet tradycyjne, które opierają np. tylko o podpis wyborcy (Australia). W Polsce jednak osoba głosująca jest identyfikowana przy pomocy dowodu osobistego. - Trzeba rozstrzygnąć czy najpierw wprowadzamy dowody osobiste z funkcją elektronicznej identyfikacji czy wybory elektroniczne - mówi Kutyłowski.

Ostatecznie wprowadzenie e-wyborów wymaga zmiany ordynacji wyborczej. Do tego potrzeba nie tylko przygotowania technicznego, ale przede wszystkim woli polityków. Po stronie społeczeństwa wola jest. Jak wynika z badań, ponad jedna trzecia Polaków chciałaby głosować przez internet.

System zliczy i potwierdzi

Zaprezentowany dzisiaj system eliminuje niebezpieczeństwo przechwycenia wyników, zmanipulowania głosowania czy ujawnienia preferencji poszczególnych głosujących. Opiera się na dwóch kartach - wyborczej i kodującej - przesyłanych do głosującego. Dodatkowo w systemie wprowadzono drugą komisję wyborczą, tzw. pośredniczącą, która przekazuje głosy do tej właściwej.

Sam system jest oparty o specjalny, skomplikowany algorytm zamiany głosu, na macierz i tworzenia odcinka kontrolnego. Dla wyborcy to jednak bez znaczenia, bo jedyne co musi zrobić to na ekranie swojego komputera zaznaczyć czy głosuje na danego kandydata czy nie. To jedyna niedogodność, że nawet jeśli nie wybieramy danej osoby, to wtedy trzeba zaznaczyć opcję "nie". Na koniec wyborca dostaje potwierdzenie, że jego głos dotarł do komisji i został policzony. Członkowie stowarzyszenia "Polska Młodych" podkreślają, że dzisiaj wyborca nie ma 100 proc. pewności policzenia jego głosu. Wszystko zależy od zaufania do komisji.

Czy administracja państwowa podchwyci ideę?

Stowarzyszenie przekazało administracji państwowej i Państwowej Komisji Wyborczej informacje o prototypie systemu. 4 czerwca zostanie on przetestowany.

- Liczymy na duże zainteresowanie projektem - mówi Urszula Ciółko. Według niej taki test pozwoli zidentyfikować nieprawidłowości w funkcjonowaniu systemu do e-wyborów. Pokaże także realne zainteresowanie taką formą głosowania.

Jeżeli będzie duża, a system sprawdzi się, to stowarzyszenie nie wyklucza stworzenia obywatelskiego projektu ustawy o głosowaniu przez internet. Raport z testu na pewno dostaną wszystkie zainteresowane organy administracji państwowej i do nich będzie należał następny ruch.

Więcej o e-wyborach i wyborach na ideę dla Polski można znaleźć na stronie internetowej www.e-glosowanie.org

Podziel się