Pojemnik, w którym znajdowały się fiolki z wirusem świńskiej grypy, eksplodował w pociągu intercity jadącym z Sankt Gallen do Genewy - podają niemieckie portale informacyjne. Fiolki nie zostały jednak uszkodzone. Policja zatrzymała pociąg i na wszelki wypadek spisała nazwiska wszystkich pasażerów.
Technik z laboratorium Centrum Grypy w Genewie przewoził fiolki z próbkami wirusa pochodzące z instytutu weterynaryjnego w Zurychu. Fiolki trzymano w pojemniku z suchym lodem. Próbki potrzebne były do przeprowadzenia testów w związku z wybuchem epidemii w Meksyku.
Mężczyzna podczas podróży zasnął w pociągu. Niedaleko Fryburga technik usłyszał trzask. Jak się okazało, doszło do nieoczekiwanej reakcji chemicznej i pojemnik eksplodował. Zawiadomiono policję i władze kolei. Policjanci zatrzymali pociąg niedaleko Lozanny.
Fiolki nie były uszkodzone
Eksperci stwierdzili, że fiolki były dobrze zabezpieczone i mimo eksplozji nie zostały uszkodzone. Pasażerom nie grozi więc niebezpieczeństwo.
Gdy doszło do incydentu, w pociągu znajdowało się 61 osób. Na wszelki wypadekpolicja spisała ich dane.
Pasażerowie oburzeni
Wielu pasażerów nie kryło oburzenia. - Narażono nas na niebezpieczeństwo - relacjonuje. - Dostawaliśmy zdawkowe informacje. Była tam m.in. kobieta w ciąży. Zaczęła panikować - mówi jeden z pasażerów, cytowany przez portal swissinfo.