USA Barack Obama nawiązał w piątek do masakry Ormian, ale - wbrew temu, co obiecywał w kampanii wyborczej - nie nazwał jej ludobójstwem. Wspomniał ofiary i opowiedział się za "sprawiedliwym uznaniem faktów".
Armenia obchodziła w piątek 94. rocznicę początku tureckich masakr Ormian i wspominała 1,5 mln ofiar pogromów i deportacji z lat 1915-1917.
Większość historyków jest zgodna, że w masakrach i masowych deportacjach w ostatnich latach I wojny światowej zginęło ponad 1,5 mln Ormian. Turcja jednak odmawia przyznania, że rzeź była ludobójstwem.
Ankara twierdzi, że ofiary straciły życie w wojnie domowej i występowały po obu stronach; kontestuje także liczbę zabitych. Według Turcji, Ormian zginęło ok. 300 tysięcy, i to nie w wyniku planowego działania, lecz wojny partyzanckiej.
Turcja i Armenia nie utrzymują stosunków dyplomatycznych, a granica między nimi jest zamknięta.
24 kwietnia prezydenci amerykańscy tradycyjnie składają deklaracje na temat masakry Ormian. Do tej pory unikali używania słowa "ludobójstwo", aby nie drażnić Turcji - sojusznika z NATO.
Uczynił tak i Obama, zapewniając przy tym, że jego poglądy na masakrę Ormian nie uległy zmianie. Zapewnił, że popiera dążenia Turcji i Armenii do normalizacji stosunków.