Centralne Biuro Śledcze zatrzymało trzech antyterrorystów, którzy przez kilka lat terroryzowali restauratorów z województw łódzkiego i wielkopolskiego. Efektem tego zatrzymania było postawienie zarzutów działania w grupie przestępczej, a także przekroczenie uprawnień - mówi Mariusz Sokołowski z Komendy Głównej Policji. Jak twierdzą śledczy będą kolejne zatrzymania w tej sprawie.
Gang w połowie składał się z policjantów, jednym z szefów był 34-letni Przemysław G., antyterrorysta z 12-letnim stażem. Aresztowani policjanci maja od 29 do 40 lat, pracowali w policji od 4 do 17 lat. Prokurator nie wykluczył kolejnych zatrzymań funkcjonariuszy w tej sprawie.
Jak donosi Gazeta Wyborcza schemat działania polegał na proponowaniu ochrony restauratorom. Jeśli trafił się jakiś oporny, który nie ulegał naciskom dochodziło do demolki lokalu i pobić właścicieli. Tak "zmiękczony" właściciel, już bez słowa sprzeciwu, przyjmował ofertę gangsterów. Wtedy rozpoczynał się kolejny etap ich przestępczego procederu. Stojąc na bramce wiedzieli, którzy dilerzy pracują dla "swoich", a których trzeba złapać i oddać w ręce prawdziwych policjantów.
Czarne owce policji Wciągu tylko kilku miesięcy możemy odnaleźć wiele spraw, w których policjanci odgrywali rolę przestępców. Jednym z bardziej znanych przypadków jest odnalezienie w mieszkaniu funkcjonariusza z Dąbrowy Górniczej
zegarków o wartości 540 tys. złotych.
Luksusowe łupy pochodziły z włamania do jubilera w Silesia City Center. Skok został okrzyknięty jednym z najbardziej finezyjnych przestępstw dekady. Złodzieje dostali się do środka przez dziurę w dachu, po wcześniejszym przedarciu się przez gąszcz instalacji elektrycznych. Włamywacze, dokładnie znali miejsce zamontowania centralki odcinającej alarm i monitoring oraz godziny patroli ochrony. Ze sklepu zginęło wtedy około 200 zegarków o łącznej wartości 1,2 miliona złotych.
W styczniu 2009 policjanci z komendy miejskiej w Tychach wpadli na trop gangu wyłudzającego odszkodowania za kolizje i kradzieże aut. Mechanizm był bardzo prosty oszuści kupili używane samochody, rejestrowali je na podstawione osoby, którym płacili 500 zł za wypożyczenie nazwiska. Po ubezpieczeniu aut, demontowali w nich zderzaki, maski lub drzwi i zakładali uszkodzone części ze złomowiska. Po przyjeździe policji był spisywany protokół, a towarzystwo ubezpieczeniowe wypłacało odszkodowanie. Wszystko szło im tak sprawnie, bo mózgiem operacji był podoficer tyskiej drogówki, który wyłożył pieniądze na zakup samochodów i w większości przypadków osobiście przyjeżdżał do fikcyjnych wypadków.
Zbigniew Ż. zorganizował 43 fikcyjne kolizje i wyłudził ponad 600 tys. złotych. Prokurator postawił mu zarzut kierowania grupą przestępczą, wyłudzania odszkodowań komunikacyjnych, poświadczenie nieprawdy oraz przekroczenie uprawnień. Grozi mu do 15 lat więzienia.
Dorabianie do pensji Pewnie główną przyczyną rezygnowania stróżów prawa z uczciwego życia są zarobki. Jak można przeczytać na Internetowym Forum Policyjnym funkcjonariusz z siedmioletnim stażem może liczyć na 1800 zł netto. Inny, który przepracował 17 lat dostaje na rękę około 2500 zł. Szeregowym policjantom pozostaje dorabianie na boku. Wielu z nich remontuje
mieszkania lub staje się instruktorami nauki jazdy.
Antyterroryści, którzy są codziennie skazani na kontakt z najgroźniejszymi przestępcami nie zarabiają o wiele więcej. Ich zarobki wahają się pomiędzy 2500 - 5500 złotych - mówi Mariusz Sokołowski. Łódzcy antyterroryści aresztowani w lutym potrafili w jeden weekend zarobić około 1000 złotych, co stanowiło czasami połowę ich miesięcznego wynagrodzenia.
Jak się okazuje w innych służbach nie jest lepiej. Funkcjonariusze Biura Ochrony Rządu po kilku latach służby zarabiają około 3000 złotych. Borowcy którzy są gotowi oddać życie za najważniejsze osoby w państwie, szukają więc dodatkowych źródeł dochodu. Radio TOK FM informowało o funkcjonariuszu BOR stojącym na bramce w jednym z warszawskich klubów. On przynosi firmie wstyd - tak wówczas komentował sprawę Marian Janicki, szef BOR.
Oczyszczanie szeregów Zdajemy sobie sprawę z tego, że w naszych szeregach zdarzają się czarne owce - Mówi Mariusz Sokołowski. Po to powołaliśmy biuro spraw wewnętrznych, taką policję w policji, która ma za zadanie tropić nieprawidłowości - dodaje. W 2008 roku ponad 400 policjantów usłyszało zarzuty. Od 2000 roku liczba funkcjonariuszy doprowadzonych przed sąd systematycznie rośnie. Może to wskazywać na rosnącą przestępczość w szeregach policji, albo na coraz sprawniejsze wyłapywanie tych którzy w tej formacji nie powinni pracować.
Serwis policyjni.pl poleca: Policja przyznaje: Wolno pić pod chmurką