Policja i
CBŚ na początku kwietnia zabrała 300 automatów z lokali w całym kraju. To efekt dochodzenia prowadzonego od czerwca zeszłego roku przez Prokuraturę Apelacyjną w Białymstoku. Istnieje podejrzenie, że automaty wypłacają zbyt duże wygrane (niezgodne z ustawą o grach losowych, która dopuszcza wygraną nie wyższą niż równowartość 15 euro), bo operatorzy zmieniają oprogramowanie jednorękich bandytów.
- Branżę dotknęły w ostatnim czasie represje - ocenili przedstawiciele Izby Gospodarczej Producentów i Operatorów Urządzeń Rozrywkowych podczas dzisiejszej konferencji prasowej. Ich zdaniem są na celowników organów ścigania i mediów, a wszystko to spisek, by wyprzeć ich z rynku na rzecz potężnej firmy Gtech, która obsługuje Totalizator Sportowy i zatrudnia sztab PR-owców i lobbystów.
Co z naszymi pieniędzmi? Krzysztof Budnik, prawnik Izby, uważa, że prokuratura zastosowała środki niewspółmierne do podejrzeń. Przeciwnego zdania jest prokurator Janusz Kordulski, rzecznik Prokuratury Apelacyjnej w Białymstoku, która nadzoruje śledztwo. - Celem zabezpieczenia dowodów prokuratura może przeprowadzać takie czynności - powiedział Kordulski w rozmowie z portalem Gazeta.pl.
Operatorzy mają też pretensje o sposób przeprowadzenia akcji. - Automaty były wywożone pojazdami do tego nie przeznaczonymi - podnosił Stanisław Matuszewski, prezes Izby. I podkreślił, że w urządzeniach były pieniądze. - W tych 300 maszynach było około 1,5 mln zł. Nie odzyskamy już tych pieniędzy - powiedział dziennikarzom. Wyjaśnił, że nie zostały zinwentaryzowane w czasie wywożenia automatów.
Prokurator Kordulski zdziwił się dziś, gdy dowiedział się, że w urządzeniach są pieniądze. Zapewnił jednak, że procedura w takim przypadku nakazuje zabezpieczenie pieniędzy. - Jeśli nie będą one przedmiotem postępowania, to zostaną zwrócone właścicielom automatów - wyjaśnia.
Operatorzy formułują też dość zaskakujący zarzut: że nie zostali powiadomieni przez prokuraturę o zamiarze wywiezienia urządzeń do ekspertyzy. - Trudno informować osoby, u których chce się przeprowadzić przeszukanie. To byłby nonsens - mówi prokurator Kordulski.
Zatrzymane 300 automatów mają być poddane ekspertyzom, które odpowiedzą na pytanie, czy operatorzy łamali ustawę o grach losowych.
Gtech spiskuje przeciw automatom? Izba żali się na prześladowania ze strony administracji państwowej, ale w tle jest walka o utrzymanie udziałów w rynku gier hazardowych w Polsce. Według prezesa Matuszewskiego chodzi o zniszczenie rynku automatów, który został stworzony przez polskie firmy i wpłacił do budżetu państwa za 2008 r. ok. 1 mld zł podatku. Powstałą lukę miałaby wypełnić firma Gtech, która chce uruchomić w Polsce wideoloterie - konkurencję dla jednorękich bandytów. Matuszewski alarmuje też, że ten rodzaj hazardu jest bardzo niebezpieczny, bo daje możliwość wygrania dużo większych pieniędzy. - Wideoloteria to narkotyk. To jazda bez trzymanki - ostrzega.
Zanim jednak Gtech i Totalizator Sportowy uruchomią wideoloterie, musi zostać zmienione w Polsce prawo. Właśnie temu ma służyć nowelizacja ustawy o grach losowych, którą przygotowało Ministerstwo Finansów. Zdaniem Izby na kształ tej ustawy wpływa Gtech - oczerniając właścicieli jednorękich bandytów za pomocą manipulowania mediami z jednej strony i lobbingiem w ministerstwie i parlamencie - z drugiej.
Gtech jest zdzwiwiony tymi zarzutami: "W Polsce, firma Gtech nie jest i nie może być samodzielnym operatorem loteryjnym, a jedynie dostawcą technologicznych rozwiązań dla Totalizatora Sportowego" - napisał w oświadczeniu Jacek Kierat, prezes Gtech Polska. Według niego uruchomienie wideoloterii w Polsce zależy tylko i wyłącznie Skarbu Państwa, który ma monopol loteryjny.
Kierat odniósł się też do zarzutu wpływania na powstawanie nowej ustawy o grach losowych. "Działania lobbingowe firmy Gtech prowadzone w Ministerstwie Finansów, są w pełni zgodne z Ustawą o Działalności Lobbingowej" - podkreślił w oświadczeniu. Dodał, że celem firmy Gtech jest informowanie administracji państwowej o rozwiązaniach, jakie funkcjonują na świecie w dziedzinie gier hazardowych.