Egzamin gimnazjalny w szkole, w której doszło do przecieku (niepubliczne
gimnazjum fundacji "Dyslektyk" w Warszawie) zostanie unieważniony. To już pewne. Decyzja ta dotknie 18 uczniów
Dyrektor tej szkoły oraz pracująca tam sprzątaczka zostały dziś zatrzymane w związku z wyciekiem pytań z egzaminu dzień przed oficjalnym rozpieczętowaniem kopert z testami. W sieci umieścił je 18-letni Adam Z. Jednak oczywiste jest, że nie tylko koledzy z tej samej szkoły mogli skorzystać z pliku.
Co z pozostałymi gimnazjalistami? - Decyzja jeszcze nie zapadła - przyznaje w rozmowie z portalem Gazeta.pl wicedyrektor CKE Mirosław Sawicki. - Nie ma jeszcze listy osób, które ściągnęły dokument - dodaje. Z kolei szef CKE Krzysztof Konarzewski zapewnia, że komisja będzie rozpatrywać każdy przypadek indywidualnie. Co to oznacza? - Każde wejście na ten serwer jest oczywiście odnotowane. Będziemy mieli adresy i będziemy badać każdą sprawę z osobna. Jeżeli udowodnimy, że uczeń poznał test przed egzaminem, unieważnimy jego egzamin - zapowiedział w rozmowie z
TVP.
Jednak sprawdzenie, ile osób miało dostęp do dokumentu jest prawie niemożliwe.
Chodzi o niewielką ilość osób? Policja bez problemu może sprawdzić, z których komputerów ściągnięto plik. Jednak nawet jeden uczeń, który zapisał na swoim komputerze plik, mógł go rozesłać do nieograniczonej liczby znajomych - za pomocą e-maila, portali społecznościowych, czy gadu-gadu. W trakcie kilku godzin plik mógł równie dobrze dotrzeć do pięciu osób jak i do 50 tysięcy. Poza tym plik można było bez problemu skserować i rozdać znajomym. Pytania można przedyktować przez telefon. Jak CKE czy też
policja zamierzają to wszystko sprawdzać? Ile czasu musiałoby to zająć?
Może być też tak, że plik ściągnął jeden z domowników, lecz nie pokazał go gimnazjaliście. Jak udowodnić, że to właśnie uczeń otworzył dokument i przeczytał go?
Wina uczniów? Trudno mówić też o winie uczniów. Przecież żaden z nich nie mógł mieć pewności, że plik, który otwiera to rzeczywiście pytania z jutrzejszego testu. Zwłaszcza, że nie był to oryginalny dokument, tylko przepisany ręcznie test. Przed każdym ważnym egzaminem krążą liczne rzekome przecieki. Uczniowie często do nich zaglądają. Chociażby po to, by sprawdzić, czy są w stanie przykładowe testy rozwiązać.
Po oświadczaniu CKE pojawia się jeszcze jedno pytanie: czy biorąc pod uwagę wszystkie ewentualności komisja będzie w stanie zbadać każdy "pojedynczy przypadek" przed zakończeniem rekrutacji do liceów?
Będzie problem z liceum? Osoby, które na pewno będą musiały powtarzać egzamin, nie mają także pewności, czy nie utrudni im to dostania się do wymarzonego liceum.
Dodatkowe terminy egzaminu gimnazjalnego to: 2 czerwca (część humanistyczna), 3 czerwca (część matematyczno-przyrodnicza) i 4 czerwca (język obcy). Prawdopodobnie wtedy zdawaliby go uczniowie, których testy unieważniono. Wyniki z pierwszego, kwietniowego terminu zostaną ogłoszone około 12 czerwca (dokładnego harmonogramu CKE jeszcze nie podała). Wówczas uczniowie zaczynają składać dokumenty do wybranych szkół. W warszawskich liceach komisje rekrutacyjne zbierają się pod koniec czerwca.
Teoretycznie egzaminatorzy powinni więc zdążyć sprawdzić prace również tych uczniów, którzy będą pisać testy w drugim terminie. Jednak zwykle byli to pojedynczy gimnazjaliści, którzy z powodu choroby lub nagłych spraw losowych nie mogli pisać w kwietniu. Jak będzie w tym roku - nie wiadomo. Czy komisja zdąży, jeśli będzie to dotyczyło sporej liczby osób?