- Jeśli w Polsce nie można mówić prawdy - a myśmy w ani jednym momencie nie skłamali i podtrzymuję tę tezę - to oznacza, że demokracja naprawdę jest zagrożona. Liczymy oczywiście na apelację i na to, że sąd wyższej instancji uchyli ten skandaliczny zupełnie wyrok - powiedział Marek Migalski.
Jak mówił,
PiS powoływało się w spocie na "powszechnie znane doniesienia prasowe". - Uznanie, że to, co powiedzieliśmy, jest nieprawdziwe, że musimy za powiedzenie prawdy przepraszać, zamyka debatę publiczną, zabija możliwość prowadzenia sensownej kampanii wyborczej, zamyka nam po prostu usta - ocenił.
Jego zdaniem PiS nie powinno zmieniać swojej strategii wyborczej, którą należy prowadzić - jego zdaniem - dwutorowo. - Powinniśmy pokazywać to, co pokazywaliśmy w tym spocie - hipokryzję, zakłamanie i nieprawdomówność naszych głównych oponentów. To powinniśmy kontynuować, ponieważ Polacy mają prawo do takiej wiedzy i do takich informacji. Głównym przesłaniem naszej kampanii powinno być natomiast pokazywanie, dlaczego warto na nas głosować i co chcemy zrobić dla Polski w Parlamencie Europejskim - uważa Migalski.
Nowy spin doktor Według "Dziennika" Migalski szybko został nowym spin doktorem PiS. To on wpadł na pomysł, by symbol PO - uśmiechnięta Polska - na końcu spotu pokazywała wyborcom język. Migalski jest kandydatem numer 1 na śląskiej liście PiS do europarlamentu. Będzie rywalizować m.in. z byłym premierem Jerzym Buzkiem (PO)