- Skoro jesteśmy skazani na konflikt z Platformą, to przenieśliśmy pole tego konfliktu na problemy realne. Z tych bzdetów - Palikotów, alimentów - na to, jak ludziom się żyje. Z tego wynika wściekłość PO - mówi Jacek Kurski. Zdaniem speca PiS-u od kampanii dzięki ostatniej reklamówce jego partii Polacy zobaczyli, że "nie żyje im się łatwiej". - Jest gorzej. Całe rządzenie PO to socjotechnika i PR - ocenił.
- Jest porażka na wszystkich tych polach, gdzie PO mówiła że będzie lepiej. W kraju dostatnim ludzie nie biją się o paczki z żywnością - argumentował poseł Prawa i Sprawiedliwości. Dlatego PiS zdecydował się na odejście od pozytywnej kampanii i pokazanie Polakom, że na scenie politycznej jest alternatywa dla Platformy. Ta alternatywą, według gościa Poranka Radia TOK FM, jest oczywiście partia Jarosława Kaczyńskiego.
Dla Kurskiego półtora roku rządów PO to "socjotechnika i PR". - Ten matrix zastępujący rządzenie ciągle się opłaca. Polega na podtrzymywaniu stereotypu "czarnego luda" i dorobionej PiS-owi gęby. Dlatego Prawo i Sprawiedliwość skończyło z pozytywną kampanią z trzema posłankami i zdecydowało się na atak. Kurski nie chciał jednak ujawnić ile ten atak kosztował. - Wydaliśmy nie tak wiele jak się mówi - mówił.
"Proszę nie nazywać mnie spin doktorem"
Jacek Kurski postawił sobie ambitny cel. - Moją ambicją jest drastyczne zasypanie różnicy w sondażach między PO i PiS do jakiś 8-9-proc. Zdaniem posła jest to możliwe "jeżeli wcześniej uświadomi się ludziom, że potrzebna im alternatywa". Wiary w sukces dodaje Kurskiemu to, że kiedy poprzednio zajmował się kampanią Prawa i Sprawiedliwości partia wygrała wybory parlamentarne i prezydenckie. Jaki więc będzie główny przekaz kampanii PiS do PE? - Nie będę ujawniał tajemnic, ale zapewniam że będzie dotyczył najbardziej realnych problemów oraz narodowych aspiracji w obliczu wyzwań europejskich - odpowiedział enigmatycznie poseł, który zdecydowanie odżegnuje się od nazywania go spin doktorem Prawa i Sprawiedliwości.
Dziś decyzja PO
Dzisiaj przed południem będzie decyzja, czy podamy PiS do sądu za spot - powiedział w Radiu ZET rzecznik rządu Paweł Graś. Przyznał, że aktualnie analizują go sztabowcy i prawnicy Platformy. Zaznaczył, że w trzech pojawiających się w spocie przypadkach podawana jest nieprawda. Chodzi o sprawę ministra Grada, senatora Misiaka i tzw. "nagród dla swoich". - Tam zastosowano sprytny zabieg z "gwiazdką", czyli powoływaniem się na wcześniejsze artykuły - mówił Graś. - Od interpretacji naszych prawników uzależniamy, czy dzisiaj będzie decyzja, czy będzie w tej sprawie sąd - dodał. Graś pytany z czym kojarzy mu się język wystawiony w reklamówce odpowiedział, że przypomina mu to logo zespołu The Rolling Stones. - Czy to plagiat? O to trzeba zapytać Rolling Stonesów. Trzeba zapytać ich managera - stwierdził.