Ponad 60 lat po wojnie odkryli, że przeżyli dokładnie to samo

Menachem Szolowicz i Anszel Sieradzki, dwaj polscy Żydzi, którzy w Auschwitz otrzymali numery B-14594 i B-14595, poznali się dzięki przypadkowemu odkryciu przez Internet w 64 lata po zakończeniu II Wojny Światowej. Trafiając kolejno do tych samych obozów, tych samych gett, a po wojnie walcząc w izraelskiej wojnie o niepodległość mężczyźni dowiedzieli się o swoim wspólnym losie... 3 tygodnie temu.
Dwóch panów połączyła historia Szolowicza, na którą natrafiła w internecie córka Anszela Sieradzkiego. Ze zdumieniem czytała i stwierdzała, że kolejne opisane punkty w wojennej i powojennej historii są identyczne z tym, co opowiadał jej ojciec o swojej historii.

- W chwili, gdy spotkałem kogoś kto był tam ze mną, przeżył to co ja przeżyłem, widział to co ja widziałem i czuł to co ja czułem - w tym momencie staliśmy się braćmi - cytuje Associated Press Sieradzkiego.

Wszystkie elementy ich wojennego i powojennego życia są podobne: zostali oddzieleni od rodziców i rodzeństwa, i nigdy więcej ich nie widzieli. W okupowanej Polsce głodowali w gettach i przeżyli, żeby potem trafić do Auchwitz i być obiektem badawczym Josefa Mengele - osławionego "doktora śmierci". Przeżyli marsze śmierci do dwóch kolejnych obozów, gdzie w końcu doczekali alianckiego wyzwolenia. Po wojnie obaj wyemigrowali do Izraela, walczyli w wojnie o niepodległość w 1948 roku, a potem robili karierę w przemyśle zbrojeniowym.

Nagłośniona przez izraelskie media historia zwróciła ku nim kolejnych polskich Żydów, którzy - jak się okazało - mieszkali obok siebie nigdy się nie poznając. Od wczoraj, gdy w jerozolimskim muzem Yad Vashem obchodzony był Dzień Pamięci o Holocauście, jest ich już czterech. Czekają na pozostałych - w Izraelu wciąż żyje około 250 tysięcy osób, którze przeżyły Zagładę.

- Tego się nigdy nie zapomina, ani na chwilę. To jak zakażona rana, która boli za każdym razem, gdy się jej dotknie - opowiadał dziennikarzom Sieradzki.