Przeczytaj o akcji strażaków w Kamieniu minuta po minucie

tan
17.04.2009 , aktualizacja: 17.04.2009 10:36
A A A Drukuj
- Prosimy szybko straż, radiowóz na hotel na naftę. Palimy się wszędzie. Pełno dymu - tak brzmiał pierwszy kontakt ze strażą pożarną, gdy mieszkanka hotelu w Kamieniu Pomorskim donosiła o pożarze. Treść rozmów i akcję strażaków minuta po minucie ujawniła sama straż w raporcie. Przeczytaj.
Zgliszcza hotelu w Kamieniu Pomorskim, 14 kwietnia
Fot. Cezary Aszkiełowicz / AG
Zgliszcza hotelu w Kamieniu Pomorskim, 14 kwietnia
Przeczytaj raport w całości

Telefon miał miejsce 32 minuty po północy. 3 minuty później dyspozytor straży zdążył zaalarmować policję i pogotowie ratunkowe, a pod płonącym hotelem pracowali już strażacy z pierwszych dwóch wozów.

Jednak jeszcze zanim pierwszy samochód dojechał na miejsce, dowódca wezwał przez radio posiłki, widząc dym z daleka. Strażacy szybko rozpoznali sytuację: badali z której strony budynku w oknach ile osób czeka na ewakuację, z której strony ogień jest najgroźniejszy.

Dowódca zdecydował, że "zdarzenie jest masowe" i wezwał do pomocy wszystkie służby mundurowe w regionie.

Część pierwsza. Straż dociera na miejsce

Jest godzina 00.35, na miejsce docierają pierwsze dwa wozy straży. Brama już została otworzona, więc podjeżdżają bezpośrednio pod budynek. Widzą budynek objęty pożarem, z niektórych okien wydobywają się płomienie oraz słyszą krzyki ludzi z okien od strony wschodniej.

Strażacy zakładają aparaty tlenowe i wyciągają "linię szybkiego natarcia" (armatka wodna).

Po dojeździe Dowódca widzi wydostający się z okien budynku ogień oraz słyszy wołania o pomoc ludzi znajdujących się w oknach budynku. Po wstępnym rozpoznaniu podejmuje decyzję o ratowaniu w pierwszej kolejności przytomnych poszkodowanych oczekujących na ewakuację w oknach (co najmniej w 7 miejscach) oraz skierowaniu wszystkich strażaków do ratowania ludzi przy wykorzystaniu posiadanego sprzętu.

Część druga. Rozpoczęcie akcji przez strażaków

Rozstawiona zostaje ciężka drabina D10W od strony wschodniej - tam strażacy zauważyli największą liczbę osób wzywających pomocy. Przy rozkładaniu drabiny pracuje czterech ludzi - zanim umieścili ją właściwie zauważyli nieprzytomnego mężczyznę, który leżał na ziemi. Upewnili się, że żyje i kontynuowali prace z drabiną wysyłając do niego ratowników. Jak się okazało mężczyzna skoczył z trzeciego piętra.

W tym samym momencie inny strażak pracuje od strony północno-wschodniej budynku. Ewakuuje mężczyznę z drugiego piętra i łapie dziecko, które zrzuciła mu matka stojąca w oknie na II piętrze. Ona sama skacze na piasek. Strażak zaczyna polewanie okien na ostatnim piętrze wodą.

W tym momencie drabina jest już gotowa: za jej pomocą ewakuowano pięcioosobową rodzinę z II piętra i mężczyznę z III piętra. Chwilę potem kolejny mężczyzna schodzi po drabinie z drugiego piętra.

Część trzecia: strażacy próbują wejść do budynku

Dowódca rozkazuje jednemu z podwładnych wejście do budynku: z linią gaśniczą wchodzi na klatkę schodową od strony zachodniej. Potem docierają do niego uzbrojeni w "szybkie natarcie", czyli innego rodzaju wąż gaśniczy. W tym samym momencie pracujący od strony wschodniej strażacy ewakuują drabiną starszą kobietę i łapią dziecko wyrzucone przez rodziców z okna.

Jeden ze strażaków biegnąc do reszty grupy działającej wewnątrz budynku widzi kobietę, która stoi na parapecie pod oknem na II piętrze i boi się wyskoczyć. Krzykiem zmusza ją do skoku umożliwiając to samo stojącym za nią i dołącza do grupy pracującej na klatce schodowej.

Strażacy wycofują drabinę ze strony południowo-wschodniej po stwierdzeniu, że nie ma tam już więcej osób. 3-osobowy zespół przenosi ją na stronę południowo-zachodnią, gdzie słyszą krzyk mężczyzny wzywającego pomocy. Strażacy rozkładają drabinę (w tym pomaga im osoba postronna) i ewakuują kobietę z II kondygnacji. W trakcie sprowadzania jej na dół strażak widzi zamknięte okna pomieszczeń znajdujących się na wyższej kondygnacji (III), jednak nie dostrzega tam nikogo potrzebującego pomocy. Gdy strażacy zeszli z drabiny na ziemię, podbiega do nich mężczyzna i prosi o sprawdzenie pomieszczenia ponownie po stronie południowo-wschodniej. Mężczyzna twierdzi, że prawdopodobnie znajdują tam się członkowie jego rodziny.

Strażacy (znów z pomocą osoby postronnej) przenoszą z powrotem drabinę na tamtą stronę i przystawiają do pierwszego okna na II kondygnacji. W tym samym czasie inny strażak zakłada aparat tlenowy, po drabinie wchodzi do pomieszczenie o którym mówił mężczyzna i przeszukuje je. Nikogo jednak nie znajduje i - jak napisano w raporcie - "wycofuje się".

W tym momencie jeden ze strażaków pracujących na drabinie na III piętrze widzi mężczyznę, który krzykiem żąda aby strażak wszedł do środka i uratował jego siostrę. Wejście jest częściowo zablokowane, ale strażak na kolanach wchodzi do środka. Jednak gęsty dym i płomienie zmuszają do wycofania się.

Część czwarta: strażacy wchodzą do głównej klatki schodowej

W czasie strażacy docierają do głównej klatki schodowej. Widzą gigantyczne płomienie, które ogarnęły już nie tylko klatkę ale i korytarz. Nikogo nie znajdują, więc się wycofują - w tym momencie jednak zarwał się i spadł strop II kondygnacji a podmuch gorącego powietrza popycha i uderza jednym z ratowników o ścianę - doznał urazu klatki piersiowej. Wychodzących z budynku strażaków próbuje ominąć mężczyzna - zatrzymują go jednak i siłą nie pozwalają wbiec do płonącego budynku.

Z okien nie dobiega już żadne wołanie o pomoc, a cały budynek znajduje się w ogniu. Nie ma żadnych możliwości prowadzenia działań od wewnątrz.

Docierają wezwane posiłki i strażacy zaczynają akcję gaśniczą.

Jest godzina za 17 pierwsza. Opisane wyżej wydarzenia trwały 8 minut

Podziel się