Mieszkanki bloku bały się i próbowały zwrócić na siebie uwagę, na 9 dni przed pożarem szczeciński oddział
TVP przygotowywał interwencyjny materiał, w którym kobiety mówiły o swoich obawach. Ich strach budziła część sąsiadów.
- Tu mieszkali alkoholicy, kryminaliści, ćpuni. Mało tego - przychodzili z miasta, rozróby wszczynali - opowiada poparzona kobieta. - A obok mieszkaliśmy my - dodaje dziewczyna, która w pożarze straciła matkę - Zwykła wielka obora tu była - denerwuje się dziewczyna.
Mieszkańcy wielokrotnie interweniowali w urzędach - Nie oceniamy osób z problemem alkoholowym. Nie ma takiej procedury, która eliminuje możliwość starania się o
mieszkania socjalne, nawet przez osoby mające problemy z prawem - rozkłada ręce Bronisław Karpiński, burmistrz Kamienia Pomorskiego.
Całonocne libacje W tym bloku było kilka melin - przyznają zgodnie pogorzelcy - Proszę sobie wyobrazić, że byłam wzywana do zerówki, bo moje dziecko usnęło na ławce. Moja córka poszła o czwartej rano spać z powodu awantur, lali się, do domu z drzwiami ludziom wpadali - opowiada rozżalona, uratowana kobieta.
Z relacji pogorzelców wynika, że do wizyt policji zdążyli się przyzwyczaić. Jak mówią, w weekendy w ich hotelu socjalnym mundurowi pojawiali się nawet po siedem razy.
Przyjeżdżała także straż. Potwierdza to burmistrz Kamienia Pomorskiego, jednak sprawę bagatelizuje - Przypadki zaprószenia ognia miały miejsce, były odnotowywane, podobnie dzieje się przecież w innych blokach - twierdzi Karpiński.
"A co by było, gdyby wybuchł tu pożar?" Hotel socjalny w Kamieniu Pomorskim 4 kwietnia, na 9 dni przed tragicznym w skutkach pożarem. Na miejscu
telewizja szykuje materiał interwencyjny.
Mieszkańcy skarżą się na tragiczny stan budynku i na awanturujących się sąsiadów - Alkoholicy, narkomani, obok małe dzieci, samotne matki, kobieta w ciąży - opowiada Małgorzata Ochnicka ze szczecińskiego oddziału TVP. - Kobiety bały się o swoje dzieci, także z powodu złego stanu budynku - tam był azbest i grzyb, były dziury w suficie - relacjonuje dziennikarka - Mieszkańcy skarżyli się na wadliwą instalację elektryczną. Ja to widziałam, wszystko jest nagrane. Jedna z kobiet spytała mnie nawet: a co by było gdyby wybuchł tu pożar? - opowiada, ledwo powstrzymując łzy, dziennikarka.
- To nie jest tak, że mieszkanie w tym bloku, było jakąś katorgą - odpiera zarzuty Bronisław Karpiński - relacje z mieszkańcami, czy między mieszkańcami, były dobre - zapewnia burmistrz. Pan burmistrz kłamie - mówi uratowana dziewczyna - on przed mediami jest piękny, media wyjeżdżają i dalej jest to samo - płacze dziewczyna.