Schetyna: Ogień zaprószono na korytarzu

- Wiele wskazuje na to, że ogień został zaprószony na korytarzu, a nie w pokoju lub którymś z mieszkań - powiedział w Radio Zet wicepremier Grzegorz Schetyna zapytany o hipotezy powstania pożaru w Kamieniu Pomorskim. W pożarze hotelu socjalnego w nocy z niedzieli na poniedziałek zginęło co najmniej 21 osób.


- (...) Tę hipotezę potwierdza też akcja ratownicza. Trudne, czy wręcz niemożliwe było skorzystanie z klatki schodowej i wybiegnięcie przez korytarz. Stąd tyle ofiar - mówił szef MSWiA w rozmowie z Moniką Olejnik.

Schetyna powtórzył też raz jeszcze, że akcja strażaków rozpoczęła się za późno, ale nie z ich winy. Po prostu nikt nie zawiadomił straży pożarnej. - Pożar trwał długie minuty, dziesiątki minut. Był tak duży, że każdemu wydawało się, że straż już zawiadomił ktoś inny - mówił.

"Niech prezydent ma pretensje do swoich urzędników"

Wicepremier został też zapytany o kwestię, którą prezydent Kaczyński poruszył stojąc na zgliszczach spalonego hotelu. Lech Kaczyński dał wówczas do zrozumienia, że rząd za późno poinformował go o pożarze.

Jak ustaliła Gazeta.pl w takich sytuacjach prezydent jest skazany na informacje od rządu.

Jednak Grzegorz Schetyna odrzuca zarzut o jakiekolwiek niedociągnięcia. - My wszystko wypełniliśmy według ustawy o Rządowym Centrum Bezpieczeństwa. Wszystko było tak, jak trzeba - mówił. - Trudno zrozumieć pretensje prezydenta. Wszyscy prowadziliśmy wtedy akcję ratunkową, więc prezydent powinien mieć pretensje do swoich urzędników - tłumaczył Schetyna dodając, że to prezydenccy urzędnicy "monitorują wszystkie zdarzenia, także takie które mają związek z zarządzaniem kryzysowym".