Lekcje można nagrywać komórką

Komórki na lekcjach - czemu nie? Biuro Rzecznika Praw Dziecka stoi na stanowisku, że nagrywanie nimi nie narusza praw nauczyciela. Informacja jest ważna, bo właśnie teraz większość szkół pracuje nad nowymi statutami, do których wpisuje zakaz używania komórek.
- Nie widzę powodów, aby szkoły zabraniały używania telefonów komórkowych podczas lekcji - twierdzi Maciek Osuch, społeczny rzecznik praw dziecka. Nie chodzi tu o dzwonienie czy wysyłanie SMS-ów, ale o nagrywanie zajęć. - W ostatnim czasie otrzymałem wiele sygnałów, że szkoły w swoich statutach zakazują używania komórek. To jest absurdalny zakaz i łamanie prawa - uważa Osuch. I nie jest to wyłącznie jego opinia. Już trzy lata temu do rzecznika praw dziecka wysłał pytanie, czy uczeń ma prawo nagrywać lekcje. W odpowiedzi, jaką otrzymał, czytamy: "Nauczyciel prowadzący lekcje nie jest osobą prywatną i nagrywanie lekcji nie narusza jego praw, w tym praw autorskich. Wprowadzenie takiego zakazu przez szkołę w praktyce byłoby bardzo trudne do wyegzekwowania".

Biuro Rzecznika Praw Dziecka informuje też, że nie ma przepisu zakazującego nagrywania. - Można więc do tego używać telefonów komórkowych. Te nie są już tylko telefonami, ale dyktafonami, aparatami i kamerami - twierdzi Osuch. Ale zgadza się, że potem mogą pojawiać się problemy. - Taki materiał może być wykorzystany w innym celu, np. ośmieszenia nauczyciela, i może naruszać prawo do jego wizerunku - przyznaje.

Stanowisko w tej sprawie opublikował teraz, bo niedługo szkoły będą pracować nad statutami na przyszły rok. A to właśnie ten dokument reguluje zasady używania telefonów komórkowych. Jeżeli jest to zakazane, naruszenie zapisu skutkuje uwagą nauczyciela lub obniżeniem oceny ze sprawowania. Wyjątkiem są egzaminy - korzystający z komórek natychmiast będą z nich wyrzucani.

Ale nawet jeśli w statucie nie ma zapisu zakazującego używania telefonów, nauczyciele i tak kategorycznie tego zabraniają. I nie tylko oni są przeciwnikami używania komórek w szkołach. Z apelem o zakaz przynoszenia ich na lekcje występowała kielecka policja po tym, jak dochodziło do licznych kradzieży. Przeciwny używaniu telefonów jako dyktafonów czy kamer jest też Lucjan Pietrzczyk, świętokrzyski wicekurator oświaty. - To jest przeszkadzanie w lekcji - mówi. Dopuszcza jednak wyjątki. - Jeśli uczniowie dogadają się z nauczycielem i zrobią filmik z lekcji, np. angielskiego, to czemu nie. Dzięki temu mogą powtórzyć prawidłową wymowę - podkreśla Pietrzczyk. Jego zdaniem takie rozwiązanie mogłoby być dopuszczone, ale w szkołach ponadgimnazjalnych i szkołach dla dorosłych.



Dla Gazety

Grażyna Tatka, nauczycielka z Zespołu Szkół Ekonomicznych im. Kopernika w Kielcach, świętokrzyski profesor oświaty

- Jestem przeciwna nagrywaniu lekcji. Uczeń powinien brać w niej czynny udział. Jeśli włączy dyktafon, będzie patrzył w okno albo odrabiał zadanie z innego przedmiotu. Pomyśli, że skoro ma nagranie w telefonie, to już wystarczy. Poza tym rejestrowaniu lekcji służy zeszyt. Wiem, że technologia idzie szybko do przodu, wszystko jest rejestrowane, zapisywane itd. Mnie to się jednak nie podoba, przynajmniej na lekcji.

wysł. pio