Piraci przejęli amerykański holownik

zaw, AFP, PAP
11.04.2009 , aktualizacja: 11.04.2009 18:43
A A A Drukuj
Somalijscy piraci schwytali dzisiaj amerykański holownik, należący do włoskiej spółki Micoperi. Na pokładzie było szesnastu członków załogi. Jednostka zdążyła nadać sygnał alarmowy, a potem łączność radiowa została przerwana.
Spółka Microperi świadczy usługi dla armatorów na całym świecie
źródło: www.micoperi.com
Spółka Microperi świadczy usługi dla armatorów na całym świecie
GALERIA ZDJĘĆ
Informację potwierdzili pracownicy Wschodnioafrykańskiego Programu Pomocy Marynarzom, organizacji zajmującej się bezpieczeństwem na morzu. - Holownik został zajęty około godz. 11 rano w Zatoce Adeńskiej - opowiada Adrew Mwangura. - Szesnastu członków załogi jest bezpiecznych - dodał. W tej chwili nie jest znana nazwa jednostki, ale jednostka bazowała w Zjednoczonych Emiratach Arabskich.

Według jednego z oficerów patrolującej okoliczne akweny portugalskiej fregaty "Corte Real", 10 spośród 16 członków załogi holownika to Włosi. Potwierdziło to włoskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych. Napadnięta jednostka nadała sygnał alarmowy, ale po sześciu minutach łączność radiowa z nią została przerwana, a zbyt duża odległość uniemożliwiła fregacie interwencję.

Holownik należy do włoskiej spółki Micoperi. Płynął z Singapuru do portu Suez w Egipcie, żeby przetransportować dwie puste barki.

Nieudany atak na masowiec

Zaokrętowani na "Corte Real" przedstawiciele NATO podali, że w sobotę piraci bezskutecznie zaatakowali w Zatoce Adeńskiej masowiec bandery panamskiej. W kabinę kapitana statku uderzył pocisk z rakietowego granatnika przeciwpancernego, ale nie eksplodował. Napastnicy, którzy otworzyli również ogień z broni strzeleckiej, zrejterowali po oblaniu ich strumieniami wody z pokładowych sikawek.

Piraci na niemieckim statku "Hansa Stavanger" poinformowali w sobotę, że powrócili do wybrzeża Somalii po tym, gdy nie udało się im dotrzeć do dryfującej łodzi ratunkowej z amerykańskim kapitanem duńskiego kontenerowca "Maersk Alabama".

Piraci mieli nadzieję, że wykorzystają opanowany 4 kwietnia kontenerowiec "Hansa Stavanger" jako "tarczę" dla ewakuowania czterech swoich towarzyszy, przetrzymujących amerykańskiego kapitana Richarda Phillipsa. W pobliżu łodzi ratunkowej, na której się znajdują, krążą amerykańskie okręty wojenne.

- Powróciliśmy do wybrzeża Haradheere. Nie mogliśmy znaleźć łodzi ratunkowej - powiedział Reuterowi przebywający na niemieckim statku pirat, który przedstawił się jako Suleiman. Spośród 24 członków załogi "Hansa Stavanger" pięciu to Niemcy, z pozostali są obywatelami innych państw.

Starszyzna będzie negocjować

Jak poinformował Adrew Mwangura, członkowie somalijskiej starszyzny i krewni piratów przetrzymujących kapitana "Maersk Alabama" planują misję mediacyjną, aby zapewnić uwolnienie zakładnika i bezpieczny powrót dla porywaczy. Grupa mediatorów dotarła na somalijskie wybrzeże i przygotowuje się do wypłynięcia w miejsce, gdzie dryfuje łódź z Phillipsem i porywaczami. - Chcą rozwiązać sprawę tradycyjną, somalijską metodą negocjacji - dodał Mwangura. Zaznaczył, że nie chodzi o organizowanie okupu, ale zapewnienie bezpiecznego powrotu piratom i uwolnienie zakładnika.

Piraci opanowali "Maersk Alabama" w środę, gdy znajdował się on w odległości około 500 km od wybrzeży Somalii. Wkrótce potem licząca 20 osób załoga zdołała odbić statek, ale jego kapitan znalazł się wraz z czterema piratami w spuszczonej na wodę łodzi ratunkowej.

Richard Phillips miał z własnej woli oddać się w ręce napastników, by w ten sposób zapewnić bezpieczeństwo swej załodze. Łódź ratunkowa nie ma prawdopodobnie paliwa i dlatego pozostaje na tym samym akwenie, gdzie doszło do napadu.

Somalijscy piraci atakują statki w Zatoce Adeńskiej, mimo obecności na tych wodach międzynarodowych okrętów wojennych.

Podziel się