Afera wyszła na jaw w 2006 roku, gdy jeden z klientów zorientował się, że na jego koncie brakuje większej gotówki. Okazało się, że takich oszukanych było więcej - w sumie kilkadziesiąt osób. Wszyscy mieli tzw. konta VIP i obsługiwała je nieuczciwa pracownica.
Sprawą od początku zajmuje się prokuratura. Śledztwo trwa już ponad dwa i pół roku. Główna oskarżona, Aneta F.-K. kilka miesięcy temu wyszła na wolność. Oprócz niej zarzutów nie usłyszał na razie żaden inny bankowiec. Ale niewykluczone, że to się zmieni.
Prokuratura w Łodzi, która prowadzi to postępowanie, czeka na opinię biegłego. To od tej opinii będą zależeć kolejne kroki i kolejne decyzje procesowe.
Tymczasem klienci walczą z bankiem o swoje pieniądze. Pozew cywilny o ponad 200 tys. zł złożył w Sądzie Okręgowym w Lublinie Zygmunt G. z żoną Łucją.
Dziś zeznawali świadkowie - dwoje audytorów z banku BPH. Przyznali, że na kontach były dokonywane transakcje "nieuprawnione", o których klienci w ogóle nie wiedzieli.
- Dowiedziałem się o tym dopiero jak sprawa ujrzała światło dzienne, w trakcie przesłuchań na policji - mówił po rozprawie poszkodowany.
Zygmunt G. jest pierwszy, ale nie ostatni. Byli klienci założyli Stowarzyszenie Poszkodowanych przez BPH. Kolejni już szykują pozwy. - Przyszedłem na rozprawę, by zobaczyć jak to wygląda. Też będę w niedługim czasie składał pozew i to o wiele większe pieniądze niż u pana Zygmunta - mówi jeden z klientów, który chce pozostać anonimowy.
Bank BPH roszczeń nie uznaje, stąd proces przed Sądem Okręgowym w Lublinie.