Prezydent: na oczy tego nie widziałem Trzystronnicowy dokument minister Sikorski pokazał dziennikarzom przed odlotem na szczyt UE-
USA do Pragi. Widnieje na nim data 2 kwietnia. Minister Sikorski zapewnił, że właśnie tego dnia pismo zostało przekazane prezydentowi. Szef MSZ powiedział, że
Lech Kaczyński tę sugestię - słowa ''instrukcja" minister nie chciał użyć - otrzymał nie na schodach, a na pokładzie samolotu, którym udawał się na szczyt NATO.
Prezydent złamał ustalenia, czy nie miał instrukcji? Zamieszanie i wzajemne oskarżenia rozpętały się w sobotę, kiedy prezydent Lech Kaczyński na szczycie NATO oficjalnie poparł kandydaturę premiera Danii na nowego szefa NATO. - Jesteśmy zaskoczeni stanowiskiem prezydenta Lecha Kaczyńskiego na szczycie NATO. Jest ono niezgodne z instrukcją rządu - zareagował minister obrony Bogdan Klich, który towarzyszył Lechowi Kaczyńskiemu na szczycie. Te same zarzuty postawił premier Donald Tusk. Odpowiedź prezydenta była szybka: - Nie można nazwać instrukcją dwóch zdań pana ministra Sikorskiego. Chciałem porozmawiać z premierem i ministrem o pierwszej w nocy, jeden nie dał się dobudzić, drugi przyszedł, ale zaraz wyszedł. Stanowisko prezydenta podtrzymał rano w Radiu Zet szef BBN
Aleksander Szczygło: - prezydent nie dostał żadnej instrukcji - powtórzył.
Strategia: przeciągnąć negocjacje, ugrać coś dla Polski Na dokumencie ujawnionym przez Radosława Sikorskiego widnieje data 2 kwietnia. Szczyt NATO rozpoczął się dzień później, Pismo nosi tytuł: "Wariantowe uzupełnienie do sugestii dla pana prezydenta Lecha Kaczyńskiego w kwestii wyboru nowego Sekretarza Generalnego NATO na forum szczytu w Strasburgu/Kehl". Adresatem jest Kazimierz Kuberski - zastępca Dyrektora Biura Spraw Zagranicznych Kancelarii Prezydenta RP. Na pierwszej stronie czytamy, że dokument został przekazany do Kancelarii także drogą elektroniczną.
Czego dowiadujemy się z pisma? Rząd sugeruje w nim, że strona polska powinna przeciągać negocjację i próbować wynegocjować korzyści za odstąpienie od kandydatury Radosława Sikorskiego: "(...) Niezbędne byłoby zapewnienia sobie poparcia w postaci krótkiego wystąpienia szefa polskiej delegacji, które jednak nie miałoby postaci blokowania kandydatury Rasmussena, ale sprowadzało się do wyrażenia niezadowolenia, przeciągnięcia sprawy w czasie (choć nie na długo) i wymuszenia rozmów z nami, w których moglibyśmy otrzymać jakieś zadośćuczynienie, jeśli mielibyśmy odstąpić od naszej kandydatury".
Następnie w piśmie pojawiają się przykłady argumentacji, jakiej polska delegacja mogłaby używać w rozmowach z partnerami oraz jasna sugestia, że nie możemy godzić się na podejmowanie decyzji ws. nowego Sekretarza Generalnego NATO bez konkretnych konsultacji z Polską.
Przekazując pismo dziennikarzom,
Radosław Sikorski tłumaczył, że rząd chciał osiągnąć "wejście do gry" - tu minister przytoczył przykład Turcji, która przeciągając negocjacje dostała m.in. stanowisko wiceszefa NATO.
W dokumencie jedna rzecz zwraca uwagę: pojawia się informacja, że kandydatura Rasmussena została zgłoszona na szczycie 3 kwietnia. Jak powiedział rzecznik MSZ Piotr Paszkowski to zwykła "literówka". - Powinna była się tam pojawić data 1 kwietnia - mówi w rozmowie z Gazeta.pl
Chlebowski: postawić prezydenta przed Trybunał Stanu Zaprzeczenia prezydenta i jego otoczenia dotyczące instrukcji wywołały ostrą reakcję Zbigniewa Chlebowskiego z PO. Zasugerował on rano w Radiu Zet, że "takie postępowanie prezydenta prowadzi do prostego wniosku przed Trybunał Stanu". - Polityką zagraniczną prowadzi polski rząd, a pan prezydent nie ma prawa zmieniać stanowiska rządu - mówił Chlebowski.