Taksówkarz w trakcie swoich nocnych eskapad na Podbeskidziu, wybierał
samochody zaparkowane na prywatnych posesjach. Jak poinformowała
radio TOK FM rzeczniczka policji w Bielsku-Białej Elwira Jurasz, nie wzgardził niczym. - Kradł radioodtwarzacze, głośniki, nawigacje satelitarne, a także pozostawione w samochodach przedmioty; torebki, portfele, dokumenty, a nawet sprzęt budowlany czy elektronarzędzia - opowiada.
- Gdy wracał do swej rodzinnej miejscowości, przy pomocy kart wypłacał z bankomatów pieniądze. Miał ułatwione zadanie, bo wiele osób kod pin, miało wypisane na karcie - dodaje Jurasz.
W ciągu jednej nocy taksówkarz "obrabiał" kilka pojazdów. Policjanci ustalili, że w ciągu ostatniego miesiąca włamał się aż do czterdziestu samochodów w powiecie bielskim i cieszyńskim: Szczyrku, Wilkowicach, Mesznej, Rybarzowicach, Buczkowicach, Godziszce, Jasienicy, Rudzicy, Czechowicach-Dziedzicach, Skoczowie i Gumnej.
Mężczyzna wyjątkowo dobrze ukrywał swój drugi "zawód". Jego żona i dziecko nic nie wiedzieli o podwójnym życiu mężczyzny. Jego drugiego fachu nie domyślali się też koledzy z korporacji taksówkowej, w której pracował.
Policjanci ustalają, co spowodowało, że w wieku 34 lat taksówkarz postanowił włamywać się do samochodów i czy miał wspólnika. Mężczyzna nie spodziewał się, że zostanie namierzony przez stróżów prawa. Teraz grozi mu 10 lat więzienia.