W wypadku autobusu, który nie zmieścił się pod wiaduktem, rannych zostało 33 dzieci. Trafiły do świdnickiego szpitala. Bezpośrednio po wypadku obok relacji z miejsca zdarzenia, cała Polska zobaczyła też w
TVN24 i
TVP INFO sprawcę wypadku, kierowcę autobusu leżącego w szpitalnej sali. Ten widok był równie wstrząsający, co relacje z samego wypadku.
To ekipy telewizyjne przesłuchały kierowcę Ekipy telewizyjne niemal wiszą nad łóżkiem pacjenta, który jest ciągle w szoku i zadają mu serię pytań. Widział pan ten wiadukt? Jak pan się czuje? Pan ucierpiał w wypadku, ma pan jakieś obrażenia? Długo pan jest kierowcą? Zawiodła pana czujność? Uznał pan widząc ten wiadukt, że się zmieści? Co pan pamięta? Huk? Płacz dzieci? Bardzo się pan zmartwił z tego powodu?
Siwy, 60-letni mężczyzna, potargany, z obnażonym torsem, leży skulony w łóżku. Nikt nie przychodzi, by przegonić ekipy telewizyjne. A dziennikarze zadają kolejne pytania. Mężczyzna mówi coś nieskładnie, próbując zasłonić ramieniem twarz. - Mam na sumieniu tyle nieszczęść - wzdycha ciężko. Nie ma gdzie się ukryć, nie ma jak uciec przed kamerami. Na koniec rozmowy jeden z reporterów TVP INFO mówi: - Proszę się przedstawić. Nie chce pan? A można pokazać pana twarz?
Kierowca odpowiada cicho: - Wolałbym nie.
I co z tego, że wolałby nie? Chwilę wcześniej cała Polska już obejrzała na ekranach telewizorów twarz upokorzonego mężczyzny.
- Pacjenta nie można na razie przesłuchać, ponieważ jest w tak złym stanie psychicznym, że musi być podany specjalistycznemu leczeniu - informuje prokurator Ewa Ścierzyńska, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Świdnicy.
Obawiam się, że ta presja mediów przyczyniła się do jego stanu psychicznego. Ekipy TVN i TVP INFO wręcz przesłuchiwały tego leżącego na łóżku człowieka. - mówi. I dodaje: - Nie wiem jak to się stało, przypuszczam, że było to jeszcze przed działaniami policji.
Niezupełnie.
Wrocławski fotoreporter "Gazety Wyborczej" Łukasz Giza był na miejscu: - Obok kierowcy siedział policjant, ale nie próbował odgonić dziennikarzy. - opowiada. Na jednym ze zdjęć które zrobił, widać policjanta stojącego w drzwiach i spokojnie przyglądającego się, jak dziennikarze przesłuchują kierowcę.
Przemycili się ci, co nie powinni. Niedopatrzyliśmy - Również lekarze i personel szpitala nic z tym nie robili - dziwi się Giza. Brał już udział w podobnych sytuacjach szpitalnych i zwykle to właśnie personel, na wyraźne polecenie lekarzy, nie dopuszczał mediów do poszkodowanych. - Nawet dziennikarze byli zaskoczeni łatwością z jaką mogą buszować po szpitalnych salach - mówi fotoreporter.
Dyrektor szpitala w Świdnicy, Jacek Domejko próbuje to wyjaśnić: - Jednorazowo do szpitala zostało przywiezionych 35 osób, kiedy doliczymy do tego rodziców i personel to w części ratunkowej szpitala przebywało około 130 osób - tłumaczy. - Również, czego nie dopatrzyliśmy, przemycili się ci, którzy zrobili wywiad dysponując małymi kamerkami. Oczywiście nie pytali o zgodę. Oceniam to jak najbardziej negatywnie, tym bardziej, że osoby z mediów dobrze wiedziały, że takiej zgody by nie uzyskały. To kwestia etyki dziennikarskiej - ocenia.
- Szpital jest miejscem, gdzie powinno się zachować maksymalną dozę intymności i poszanowania prywatności drugiego człowieka - mówi Adam Bodnar z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. - Przecież ktoś może nie chcieć, aby go filmowano w intymnej sytuacji - dodaje. - Pogoń za informacją nie powinna przesłaniać granic moralnych.
Jego zdaniem odpowiedzialność za pacjentów spoczywa na dyrektorze szpitala.
Nie mówcie nikomu, gdzie jestem - Kierowca znajduje się obecnie na oddziale psychiatrycznym jednego z wrocławskich szpitali. Była to decyzja konsultantów, którzy badali pacjenta i przeprowadzili ocenę jego stanu psychicznego - mówi dyrektor Jacek Domejko.
Jak się dowiedzieliśmy, kierowca nie życzył sobie, by komukolwiek, poza najbliższą rodziną, ujawniać miejsce jego pobytu.
Pewne jest, że jego obecny kiepski stan psychiczny ma związek z wypadkiem i tym, co nastąpiło po nim.
Prokuratura cierpliwie czeka, aż mężczyzna poczuje się lepiej. - Chodzi o to, by kierowca w świadomy sposób brał udział w postępowaniu. Chcemy go przesłuchać, choć jeszcze nie ustaliliśmy w jakim charakterze - mówi prok. Ścierzyńska.
Na razie prokuratura przesłuchuje rodziców dzieci, które uległy wypadkowi, jako przedstawicieli nieletnich. Bo same dzieci - jak mówi Ewa Ścierzyńska - również są w nie najlepszym stanie.
Zamieszki w Londynie. Kliknij na zdjęcie, aby obejrzeć galerię: